Melodramat · 6 min czytania
"Pensjonat cichych nałogów"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Skrzypnęły drzwi, ktoś usiłował po cichu wejść do pensjonatu. Oderwała wzrok od laptopa by sprawdzić czy to On, czy jakaś kolejna zakochana para, która późnym wieczorem postanowiła wpaść tu na ‘małe co nie co’, albo zmęczony podróżą, choć niekoniecznie, elegancki mężczyzna w garniturze po ciemku szukający przygód. Siedziała skulona przed kominkiem obok recepcji z butelką koniaku i laptopem. Beznamiętnie obserwowała zachowanie czarnych niesfornych liter na bielutkich, jak śnieg wirtualnych kartkach papieru. Przez moment zapomniała, do czego służą, cofnęła czas o dwadzieścia lat, ku beztroskiej piaskownicy i zaczarowanym bajkom o pięknych królewnach, czytanych przez mamę, kiedy nie mogła zasnąć. Czy zmarnowała cudownie zapowiadające się życie małej dziewczynki? Słyszała, jak ktoś bardzo wolno kroczy w kierunku schodów, widać pragnął przejść niezauważony. Spojrzała w kierunku skąd dobiegał dźwięk stukania podeszew o podłogę, masywny cień odbijał się w świetle płonącego w kominku ognia. Ale to nie był cień człowieka, dla którego była gotowa kiedyś zrobić wszystko. Kiedyś, właśnie kiedyś. To było dawno, a zarazem wciąż nie mogła wyleczyć się z myśli, że jeśli nie ma go przy niej, to nie chce istnieć. Przecież minęły już ponad trzy lata odkąd pierwszy raz wyznali sobie miłość. Poziom fenyloetyloaminy i dopaminy powinien już się unormować. - Cześć Guliwer. – odezwała się niepewnie, acz głośno, do ciemnego mroku ogarniającego prawie cały parter placówki. Przerwała martwą, błogą ciszę, wygodną dla obojga. Ledwo powstrzymała dławiącą gorącą kulę miażdżącą gardło by nie mógł z niego wypłynąć, choćby najcichszy, nic nieznaczący dźwięk. Od wewnątrz zżerała ją zazdrość, panika i chęć rzucenia mu się na szyję. Mężczyzna zatrzymał się tuż przed pierwszym stopniem z trzydziestu dwóch prowadzących do pokoju – jaskini zapewniającej azyl dopóki ukochana nie wyjedzie. Tymczasem czuwała. Wiedział o tym, ale miał nadzieję, że uda mu się zniknąć, przemilczeć sprawę a jutro każde pójdzie swoją odrębną drogą. Zazwyczaj nic nie idzie po naszej myśli, tylko pod nią, rzadziej ponad, lecz idzie, to lepsze niż koniec drogi, albo ślepa uliczka. Powoli odwrócił się. - Czekasz na mnie? – zapytał drżącym, wciąż ciepłym, pachnącym wiosną głosem. Co jak co, ale głos miał cudowny. Kochała, gdy śpiewał niezdarnie brzdękając na gitarze. Mógł zostać muzykiem. Jednak wybrał inną drogę, łatwiejszą. Oboje nawet już nie pamiętali, jak zaczęła się ta romantyczna historia. Spotkali się, porozmawiali, zakwitli. Do tego ostro pili i zażywali różnorakie prochy. Bywali na kilkudniowym haju, bez przerwy pod wpływem alkoholu, nieraz przez dwa tygodnie nie wychodzili z łóżka kontemplując swoją miłość. Bratnie dusze poszukujące niesamowitych wrażeń. Pragnęli zachłysnąć się życiem, młodością, łapać czas gołymi…