Fantasy · 12 min czytania
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 14
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
Holi niecierpliwiła się, siedząc na kwietniku nieopodal wejścia do pałacowych ogrodów. Bukiet świeżo zerwanych cyranków sypał białymi płatkami, kiedy księżniczka maltretowała łodyżki, wypatrując rudych loków rozrzuconych w nieładzie na roztrzepanej głowie. Brena musiała odnieść swoje dzbaneczniki matce, ale jej nieobecność przedłużała się niepokojąco, a minuty rozciągały się jak ostatek masła rozsmarowany na długiej pajdzie chleba. W końcu jej najlepsza przyjaciółka miała poznać Tiję: piękną, zabawną i mądrą, starszą siostrę, której wykreowany obraz prawie zastąpił prawdziwe wspomnienia.
Nareszcie ruda czupryna zahulała na wietrze i kwadranse mentalnie zaklęte w lata przyspieszyły.
– No! Ile można czekać na królową!?
– Matula jak zwykle wymyśliła mi sto nowych zadań! Nie miałam wyboru! – odpysknęła poirytowana Brena. – Wiesz, jaka ona jest! Nawymyśla sobie obowiązków, a potem mnie za nimi gania!
– Wiem, wiem, spokojnie, nie wrzeszcz – zakryła Brenie usta.
Ruda w rozpędzie wybełkotała jeszcze kilka słów przez palce Holi nim, ta zasygnalizowała, że ma ściszyć głos.
– Wymknęłam się przy pierwszej lepszej okazji. Jaki mamy plan? Numer z kapłanką już nie przejdzie.
Część 22 / 5
– Nie martw się – pokrzepiła ją Holi. – Do tej części zamku można jeszcze dojść tunelem; kiedyś przejście było strzeżone, ale obecnie nikt go nie pilnuje, bo nikt oprócz mnie, Wilusia i Hektora o nim nie wie. Musimy trzymać się blisko muru i unikać strażników.
– A niech mnie kury podobą! – wykrzyczała nieopatrznie Brena. – W końcu zobaczę ją z bliska.
– Cicho mówiłam! Ktoś może nas śledzić. – Holi zerknęła na kilku serwich wracających z oranżerii. Wymienili grzecznościowe spojrzenia, pozdrowili księżniczkę i uciekli w swoje obowiązki.
– Dobra, chodźmy już, zanim matka zacznie mnie szukać.
Poszły wzdłuż pałacowych obwarowań okalających rozległe ogrody. Pałac przypominał twierdzę, ale w państwie wiecznej wojny nie można się temu dziwić. Miejsca, gdzie strumień doprowadzający wodę do fontann wchodził w mur, zasłaniały grube kraty. Bliźniacze kanały odprowadzały brudną wodę i nieczystości z terenu pałacu wprost do przecinającej miasto rzeki Erad. Owalne otwory ścieku, od strony pałacu, zasłaniała karłowata arkada z ciasno rozstawionymi podporami. Księżniczka prześlizgnęła się bez większych problemów, brudząc jedynie szurkot i płaszcz. Brenie nie szło już tak dobrze. Nie mogła przecisnąć szerokich ud i wydatnych piersi pomiędzy filarami. W końcu z pomocą Holi zdołała przepchnąć krągłe biodra do wnętrza ciemnego korytarza.
Krótki tunel prowadził w głąb obronnego muru i również kończył się solidną broną. Na rozkaz ojca Wilfreda wewnątrz tego wilgotnego przejścia zamieszczono ukryte drzwi prowadzące do schodów i tunelu pod starymi komnatami królewskimi: ostatnią drogę ratunku dla cesarskiej rodziny na wypadek oblężenia stolicy. Dodatkowo wyjście w kanale zapieczętowano zaklęciem maskującym, gdyby ktoś wpadł na pomysł szukania czegoś w tym zatęchłym miejscu.
Wewnątrz obwarowań panowała całkowita ciemność przełamywana jedynie słabym światłem przeciskającym się przez grube filary. Prawdopodobieństwo, iż ktoś przypadkowo odnalazłby runę sterującą zaklęciem, graniczyło z cudem.
Część 33 / 5
Księżniczka wiedziała gdzie i czego szukać, a i tak wymacanie żłobień w kamieniu zajęło jej sporo czasu.
– Jesteśmy, Ruda.
– I co teraz?
Ich szepty rozchodziły się konspiracyjnym echem.
– Teraz patrz, jak księżniczka staje się czarodziejką – obwieściła uroczyście Holi i zdjęła z szyi mały wisiorek.
Medalik kształtem przypominał miecz, lecz z rękojeści wystawał kryształ twardego minerału. Holi przytknęła koniec zaostrzonego katalitu do runy i powoli przesuwała klingą wzdłuż żłobieniami. Znak kawałek po kawałku podświetlał się tuż za medalikiem. Płonący bladym blaskiem szarawy glif w końcu przybrał kształt obróconej litery „e” wpisanej w trójkąt.
Coś w murze trzasnęło tępo. Runa obróciła się i zgasła, wyrzucając podmuch zaduszonego powietrza. Kaszlnęły obie podrażnione wilgotną stęchlizną. Patos przemiany w czarodziejkę prysł wraz ze świeżym powietrzem.
Część 44 / 5
– Na litość Matki… Ekhe!... Coś tam zdechło? – Brena zasłoniła twarz rękawem.
– Nie… Nie wiem… – Holi powstrzymała odruch wymiotny i założyła wisiorek na szyję.
Bargo wlepiła oczy w świecące napisy wokół włazu. Nigdy nie widziała magii, więc rozdziawiła usta w zachwycie nad mieniącymi się hipnotycznie znakami. Powietrze – prócz oswojonego już posmaku pleśni – drażniło usta i nos dziwną ostrością.
– Ja bym tu tak nie robiła na twoim miejscu – upominała ją księżniczka. – Sporo robactwa lata…
– Ekhe! Ble! – Ruda splunęła targana dreszczem odrazy i z obrzydzeniem wytarła język w rękaw. – Obrzydlistwo, chodźmy już.
– Pomóż mi pchać. Pamiętam, że są dość ciężkie – oznajmiła Holi zapierając się nogami o dość śliską posadzkę wewnątrz kanału.
– Pchać co?
Część 55 / 5
– Właz, głuptasie. – Ichti wskazała na owalne wyżłobienie w omszałych granitowych blokach. Wcześniej niewidoczne w półmroku teraz rysowało wyraźną jasną szczelinę.
– Zaprzyj się i pchaj z całych sił.
Ciekawość wzięła górę nad strachem i Brena naparła na fragment ściany razem z Holi. Eliptyczny blok w końcu ustąpił, ujawniając schody w głębi płytkiej wnęki.
– Teraz musimy być cicho, bo wyjście jest tuż za strażnikami – poinstruowała przygaszonym głosem Holi.
Brena przytaknęła i obie wdrapały się po stromych stopniach. Dalej prowadziła ich wąska ścieżka rozświetlona blaskiem magicznej wstęgi zatopionej w kamiennym sklepieniu. Portal po drugiej stronie przysłonięto obrazem z panoramą miasta. Malowidło jak ich wiele w pałacu: starannie wykonane, ale niezbyt okazałe, nie przykuwało uwagi na dłużej – i o to chodziło. Holi pierwsza wyjrzała zza drewnianej ramy, aby upewnić się, że nie ma nikogo w pobliżu.
– Droga wolna – mruknęła do Breny i obie pośpiesznie przemknęły w stronę sypialni Tijanor niczym harcujące pałacowe myszy.
Im bliżej celu, tym emocje coraz bardziej wzbierały w młodej Bargo. Holi ostrożnie pchnęła dębowe…