Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 14

ROZDZIAŁ I: Nie kłam braciszku

MKP, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Holi niecierpliwiła się, siedząc na kwietniku nieopodal wejścia do pałacowych ogrodów. Bukiet świeżo zerwanych cyranków sypał białymi płatkami, kiedy księżniczka maltretowała łodyżki, wypatrując rudych loków rozrzuconych w nieładzie na roztrzepanej głowie. Brena musiała odnieść swoje dzbaneczniki matce, ale jej nieobecność przedłużała się niepokojąco, a minuty rozciągały się jak ostatek masła rozsmarowany na długiej pajdzie chleba. W końcu jej najlepsza przyjaciółka miała poznać Tiję: piękną, zabawną i mądrą, starszą siostrę, której wykreowany obraz prawie zastąpił prawdziwe wspomnienia.

Nareszcie ruda czupryna zahulała na wietrze i kwadranse mentalnie zaklęte w lata przyspieszyły.

– No! Ile można czekać na królową!?

– Matula jak zwykle wymyśliła mi sto nowych zadań! Nie miałam wyboru! – odpysknęła poirytowana Brena. – Wiesz, jaka ona jest! Nawymyśla sobie obowiązków, a potem mnie za nimi gania!

– Wiem, wiem, spokojnie, nie wrzeszcz – zakryła Brenie usta.

Ruda w rozpędzie wybełkotała jeszcze kilka słów przez palce Holi nim, ta zasygnalizowała, że ma ściszyć głos.

– Wymknęłam się przy pierwszej lepszej okazji. Jaki mamy plan? Numer z kapłanką już nie przejdzie.

– Nie martw się – pokrzepiła ją Holi. – Do tej części zamku można jeszcze dojść tunelem; kiedyś przejście było strzeżone, ale obecnie nikt go nie pilnuje, bo nikt oprócz mnie, Wilusia i Hektora o nim nie wie. Musimy trzymać się blisko muru i unikać strażników.

– A niech mnie kury podobą! – wykrzyczała nieopatrznie Brena. – W końcu zobaczę ją z bliska.

– Cicho mówiłam! Ktoś może nas śledzić. – Holi zerknęła na kilku serwich wracających z oranżerii. Wymienili grzecznościowe spojrzenia, pozdrowili księżniczkę i uciekli w swoje obowiązki.

– Dobra, chodźmy już, zanim matka zacznie mnie szukać.

Poszły wzdłuż pałacowych obwarowań okalających rozległe ogrody. Pałac przypominał twierdzę, ale w państwie wiecznej wojny nie można się temu dziwić. Miejsca, gdzie strumień doprowadzający wodę do fontann wchodził w mur, zasłaniały grube kraty. Bliźniacze kanały odprowadzały brudną wodę i nieczystości z terenu pałacu wprost do przecinającej miasto rzeki Erad. Owalne otwory ścieku, od strony pałacu, zasłaniała karłowata arkada z ciasno rozstawionymi podporami. Księżniczka prześlizgnęła się bez większych problemów, brudząc jedynie szurkot i płaszcz. Brenie nie szło już tak dobrze. Nie mogła przecisnąć szerokich ud i wydatnych piersi pomiędzy filarami. W końcu z pomocą Holi zdołała przepchnąć krągłe biodra do wnętrza ciemnego korytarza.

Krótki tunel prowadził w głąb obronnego muru i również kończył się solidną broną. Na rozkaz ojca Wilfreda wewnątrz tego wilgotnego przejścia zamieszczono ukryte drzwi prowadzące do schodów i tunelu pod starymi komnatami królewskimi: ostatnią drogę ratunku dla cesarskiej rodziny na wypadek oblężenia stolicy. Dodatkowo wyjście w kanale zapieczętowano zaklęciem maskującym, gdyby ktoś wpadł na pomysł szukania czegoś w tym zatęchłym miejscu.

Wewnątrz obwarowań panowała całkowita ciemność przełamywana jedynie słabym światłem przeciskającym się przez grube filary. Prawdopodobieństwo, iż ktoś przypadkowo odnalazłby runę sterującą zaklęciem, graniczyło z cudem.

Księżniczka wiedziała gdzie i czego szukać, a i tak wymacanie żłobień w kamieniu zajęło jej sporo czasu.

– Jesteśmy, Ruda.

– I co teraz?

Ich szepty rozchodziły się konspiracyjnym echem.

– Teraz patrz, jak księżniczka staje się czarodziejką – obwieściła uroczyście Holi i zdjęła z szyi mały wisiorek.

Medalik kształtem przypominał miecz, lecz z rękojeści wystawał kryształ twardego minerału. Holi przytknęła koniec zaostrzonego katalitu do runy i powoli przesuwała klingą wzdłuż żłobieniami. Znak kawałek po kawałku podświetlał się tuż za medalikiem. Płonący bladym blaskiem szarawy glif w końcu przybrał kształt obróconej litery „e” wpisanej w trójkąt.

Coś w murze trzasnęło tępo. Runa obróciła się i zgasła, wyrzucając podmuch zaduszonego powietrza. Kaszlnęły obie podrażnione wilgotną stęchlizną. Patos przemiany w czarodziejkę prysł wraz ze świeżym powietrzem.

– Na litość Matki… Ekhe!... Coś tam zdechło? – Brena zasłoniła twarz rękawem.

– Nie… Nie wiem… – Holi powstrzymała odruch wymiotny i założyła wisiorek na szyję.

Bargo wlepiła oczy w świecące napisy wokół włazu. Nigdy nie widziała magii, więc rozdziawiła usta w zachwycie nad mieniącymi się hipnotycznie znakami. Powietrze – prócz oswojonego już posmaku pleśni – drażniło usta i nos dziwną ostrością.

– Ja bym tu tak nie robiła na twoim miejscu – upominała ją księżniczka. – Sporo robactwa lata…

– Ekhe! Ble! – Ruda splunęła targana dreszczem odrazy i z obrzydzeniem wytarła język w rękaw. – Obrzydlistwo, chodźmy już.

– Pomóż mi pchać. Pamiętam, że są dość ciężkie – oznajmiła Holi zapierając się nogami o dość śliską posadzkę wewnątrz kanału.

– Pchać co?

– Właz, głuptasie. – Ichti wskazała na owalne wyżłobienie w omszałych granitowych blokach. Wcześniej niewidoczne w półmroku teraz rysowało wyraźną jasną szczelinę.

– Zaprzyj się i pchaj z całych sił.

Ciekawość wzięła górę nad strachem i Brena naparła na fragment ściany razem z Holi. Eliptyczny blok w końcu ustąpił, ujawniając schody w głębi płytkiej wnęki.

– Teraz musimy być cicho, bo wyjście jest tuż za strażnikami – poinstruowała przygaszonym głosem Holi.

Brena przytaknęła i obie wdrapały się po stromych stopniach. Dalej prowadziła ich wąska ścieżka rozświetlona blaskiem magicznej wstęgi zatopionej w kamiennym sklepieniu. Portal po drugiej stronie przysłonięto obrazem z panoramą miasta. Malowidło jak ich wiele w pałacu: starannie wykonane, ale niezbyt okazałe, nie przykuwało uwagi na dłużej – i o to chodziło. Holi pierwsza wyjrzała zza drewnianej ramy, aby upewnić się, że nie ma nikogo w pobliżu.

– Droga wolna – mruknęła do Breny i obie pośpiesznie przemknęły w stronę sypialni Tijanor niczym harcujące pałacowe myszy.

Im bliżej celu, tym emocje coraz bardziej wzbierały w młodej Bargo. Holi ostrożnie pchnęła dębowe…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych