przygoda · 11 min czytania
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 45
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
– Zatem nie jest pan takim zwykłym strażnikiem, panie… pani… Sebil? – zagaił burmistrz Elenbrille, przerywając krępującą ciszę, która nastała, gdy wrócili do jadalni.
– Nie, w Telmonton wszyscy strażnicy są tacy – odpysknęła Bruka.
Gilbert wzdrygnął się zaskoczony. Przez moment uznał taki scenariusz za prawdziwy.
– Sebil! – zrugała ją Selekta. – Burmistrzu, Sebil Mekcheszadzi, mistyczka Zakonu Miłosierdzia w Telmonton, a obecnie na usługach cesarza. Prosiłabym o dyskrecję w sprawie jej istnienia.
– Oczywiście. Wbrew temu całemu zamieszaniu wokół Świętej bramy miasto jest… było dość postępowe i tolerancyjne w kwestii innych ras i obdarzonych darem aury. Choć ostatnio dochodzą mnie słuchy o jakimś oruńskim kapłanie głoszącym radykalne poglądy.
Sebil stłumiła szykowane pod stołem piaski. Postanowiła poczekać na rozwój wydarzeń i dać Gilbertowi szansę, zanim pomiesza mu w głowie.
– Burmistrzu, przejdźmy do rzeczy: o co chodzi z tym potworem w piwnicy. Czy to naprawdę jest księżniczka Tijanor? Co się z nią stało?
– Tak, to księżniczka – wtrącił się Hektor. – Niestety, to ona. Po tym, jak… – zająknął się. Samo wspomnienie tych potworności; ono nie pasowało, tak bardzo nie pasowało do jego wizji świata. – Jak spopieliła oddział oruńskich mieczników i dziesiątkę młociarzy, przybocznych Niedźwiedzia, popadła w szał i obróciła moc przeciwko nam. Całe szczęście Starszej Ariance udało się obezwładnić i uspokoić księżniczkę. Pomógł jakiś magiczny koń. Wiem, jak to brzmi.
Część 22 / 4
– Nie musisz się tłumaczyć: pamiętaj, że przyjechałam tu z magicznym kotem w skórze strażnika – sprostowała Selekta.
– Phy! – fuknęła Sebil.
– Gdzie teraz jest ta Starsza. Czy nie miała przypadkiem na imię Atma? – Selekta próbowała jakoś poskładać te poszarpane fakty w jakąkolwiek całość.
– Nie, mistrzyni Weil, kazała mówić do siebie Sylfia, dokładniej to Pretendentka Na Widzącą Sylfioran. Odleciała do Sefalos. Twierdziła, że musi koniecznie porozmawiać ze swoją wyrocznią na temat stanu księżniczki Tijanor, jak mniemam, bo od momentu tej magicznej furii na oruńskim dziedzińcu nazywała księżniczkę Sehelem Murkira. Minęło już kilka dni, odkąd nas opuściła i poleciała za bramę.
– Niezłe bagno się porobiło…
– Dobrze ujęte, mistrzyni Weil – skomentował burmistrz.
– Czy jakieś wieści ze stolicy, ktoś szukał księżniczek? Przecież to już kilka dni, a ona rozgromiła dwie dziesiątki wojskowych! – Selekta aż rozłożyła ręce w geście niedowierzenia.
– Nie, mistrzyni Weil, żadnego posłańca, żadnej pogoni, nic i to mnie najbardziej niepokoi. Rozmawiamy o porwanych księżniczkach. – Słowo „porwanie” uwięzło Hektorowi w gardle. Uprowadzenie czyniło z niego porywacza, a kodeks rycerski był bezwzględny w tej kwestii.
Część 33 / 4
– Musimy jak najszybciej odnaleźć Lejlę. Może ona będzie coś wiedziała – rzuciła Trybada. W akcie desperacji szukała czegokolwiek, co mogłaby potraktować jak kotwicę na statku z obłędu.
– Sehel, znam tę nazwę. – Sebil wyrwała się z zamyślenia. – To raczej legenda, ale ponoć po wojnie Pierwszych Matka stworzyła pięć pieczęci Sehelin, żeby zamknąć ojca Ultisa w wiecznym więzieniu. Tyle wiem, ale ta wiedza pochodzi z bajek opowiadanych młodym na dobranoc.
– Nie nam teraz rozstrzygać, co się stało z księżniczką. Musimy cierpliwie czekać na powrót Starszej, albo na stryczek – westchnął Gilbert.
– Ja nie mam zamiaru już czekać. – Hektor poderwał się spod ściany. – Cisza oznacza kłopoty nie tylko dla nas, ale i dla Cesarza. Wyruszę do Oruun niezwłocznie.
– Proszę poczekać, sir Hektorze – uspokoił go burmistrz. – Poślę kogoś do stolicy z prośbą o audiencję. Powiedzmy… w sprawie innych ras w Girzel. Temat rzeka, nikogo nie zdziwi.
– Hiltzal, niech pieśniarze się temu przyjrzą. Sam porozmawiam z wielkim mistrzem – oświadczył Wulkir.
– Niech będzie i zwiad, choć mam do nich ograniczone zaufanie.
Część 44 / 4
– W takim razie my skupimy się na naszym zadaniu – zadecydowała Safonka. – Burmistrzu, proszę posłać kogoś do zajazdu „Pod Bramą”. Zostawiliśmy tam empatę. Mnich ma pomóc w zlokalizowaniu Lejli, o ile oczywiście nadal jest w mieście.
– Do którego zajazdu „Pod Bramą”? Nie wiem, czy mistrzyni zauważyła, ale motyw bramy jest stosunkowo rozpowszechniony.
– Proszę posłać tego gońca, który nas przyprowadził.
Skrzypnięcie drzwi przerwało rozmowę. Żona burmistrza z gracją weszła do izby, omiotła wszystkich wzrokiem zza barwnego wachlarza i stanęła za mężem.
– Księżniczka Holi zasnęła – obwieściła dźwięcznym altem. – Ciężko znosi stan siostry. Musi ją strasznie kochać. – Zasiadała obok Gilberta. – Jak poszły… Odwiedziny? – zapytała i ułożyła usta w jeden z tych sztucznych salonowych uśmiechów.
– Dobrze, że jesteś, Margi. Przy tobie czuję się znacznie spokojniej. – Złapał i pocałował dłoń żony. – W podziemiach doszło do małego incydentu z udziałem mistrzyni Weil, ale ten… młodzieniec – wskazał na iluzję oblekającą Sebil – pomógł zażegnać kryzys.
– To może ja się poprawnie przedstawię – oświadczyła mistyczka i zaczęła rozpraszać iluzję; powoli, żeby zminimalizować przerażenie u