Filozofia · 6 min czytania
Piekło
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nastał moment, przed którym nie ma ucieczki. Prędzej czy później przychodzi po każdego - biedny czy bogaty, dobry czy zły - kosa Żniwiarza tnie równo i bezwzględnie. Chwila, w której ma przyjść wydaje się abstrakcyjna, lecz tylko do pewnego momentu. Kiedy jesteśmy młodzi, wydaje się być tak odległa, nie myślimy o niej, bo i po co? Wieczny maj, czas śmiechu i zabawy, nie ma tu miejsca na smutek i czerń. Życie maluje się w pastelowych kolorach, wszędzie unosi się zapach kwiatów, a do uszu dobiega śpiew ptaków. Lecz głęboko w podświadomości jest obecna ta niepokojąca myśl, że - jak to określił starożytny filozof - wszystko płynie. Wszelkimi siłami staramy się zepchnąć ją jak najgłębiej, w najodleglejsze zakamarki umysłu. Ale ona nadal tam jest, przyczajona czeka aby ujawnić się ze wzmożoną, tłumioną przez lata siłą. Kiedy nastaje zima i wszystko obumiera, ta jedna myśl zaczyna kiełkować. Wtedy jest zwykle za późno, aby się opamiętać. Zaczynają się depresyjne rozmyślania o końcu, szukamy ucieczki w Bogu, a wszystko to na nic. W końcu, kiedy bezwzględna pora roku powinna dawno przeminąć, dla nas trwa dalej. Nie mamy już siły na nic więcej, myśl o nieuchronnie zbliżającym się końcu opętała nas tak mocno, że nie jesteśmy w stanie ustać na nogach. Kładziemy się do łóżka - dobrze wiemy, że nie jest nam dane więcej wstać - i biernie czekamy na najważniejszego Gościa w życiu. Kiedy przychodzi... Nie widziałem osławionego światła na końcu tunelu - zamiast niego ogarnęła mnie smolista czerń. Czułem, że zapadam się w bezdenną otchłań, z której nie ma już wyjścia. Moje zmysły - o ile można mówić o nich po śmierci - uległy przytępieniu, słyszałem tylko szyderczy śmiech dochodzący z bliżej nieokreślonego kierunku. Straciłem rachubę czasu i zapadłem w dziwnego rodzaju letarg. Kiedy się obudziłem, stwierdziłem, że znajduję się na bezkresnej równinie - nie widziałem horyzontu. W tej samej chwili poczułem przenikające uczucie osamotnienia i pustki - byłem sam w nieznanym mi miejscu i zupełnie nie wiedziałem co robić. Było bardzo gorąco, chociaż nie wiedziałem skąd dochodzi ciepło, a zarazem wstrząsały mną dreszcze. Panował półmrok, a wszędzie unosiła się dziwna, gęsta mgła o zapachu terpentyny. Nagle krajobraz się zmienił - zaczęły się pojawiać wizje wspaniałej krainy, zielonej i świeżej, w której zawsze świeci słońce i nigdy niczego nie brakuje - bardziej wiedziałem to niż widziałem. Zrozumiałem, że jest to obraz Raju - czułem szczęście znajdujących się tam dusz i potęgowało to jeszcze bardziej moją depresję, bo wiedziałem, że nie mnie przypadnie w udziale wieczne szczęście. Czy byłem zatem w Piekle? Jeśli tak,…