Fantasy · 7 min czytania
Pierwsza przygoda Felseranta - fragment 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Woń spalonego drewna, tkanin i mięsa poczuli już z oddali. Po wyjściu spomiędzy gęstej ściany drzew ich oczom ukazał się okropny widok. W miejscu, w którym do niedawna znajdowała się mała osada zamieszkana przez drwali i ich rodziny, teraz rozpościerała się niemal doszczętnie wypalona polana. Po wszystkich zabudowaniach pozostały zgliszcza, nawet trawa się nie ostała. Jedynie duży magazyn na ścięte i przygotowane do transportu drewniane bale tlił się jeszcze dogasającym płomieniem. Drzewa dookoła polany oraz tartak znajdujący się blisko osady niebyły tknięte przez ogień za sprawą dołów przeciwpożarowych i odpowiednio odległego wykarczowania drzew od osady. Pożar wybuchł prawdopodobnie gdzieś pomiędzy chatami.
- Łunę pożaru widać było nawet w mieście. – oznajmił jeden z przybyłych. Był strażnikiem z pobliskiego miasteczka, o nazwie Brin, który przybył wraz z innymi na miejsce pogorzeliska.
Mężczyzna, zwany Ikryrynem spod Lern, który był dowódcą przybyłego oddziału oraz straży miejskiej miasteczka zwrócił się do ocalałego z pożaru drwala, który jako pierwszy przybył zdać wieści i prosić o pomoc Zarządcę Brin:
- Opowiedz nam jeszcze raz, dokładnie, co stało się tamtej nocy.
Zapytany rozglądał się nerwowo po polanie. Był przestraszony, jakby w tym właśnie momencie odbywał się na nowo koszmar pożaru. Odwrócił się gwałtownie w stronę dowódcy, wziął głęboki wdech i zaczął wygłaszać swą relację:
Część 22 / 2
- Kilka nocy temu kładłem się spać z babą jak to zwykle po kolacji. Noc była spokojna, ciepła i ani jednej chmurki na niebie widać nie było. W tem, ze snu, nagle wybudził mnie silny jak grzmot jaki odgłos wiatru. Wybiegłem co sił, w samych galotach, przed chatę. Wiatr stanął się jeszcze silniejszy i wtem ognisty podmuch uderzył w nasz składzik drewna co to my porąbali za dnia. Nie wiada skąd i jak do tego doszło. Ja nie myśląc za dużo obudziłem moją kobietę i wybiegliśmy z chaty. Chciałem szybko lecieć pomóc w gaszeniu, ale ogień już szalał po chatach. Zawołałem tylko: Uciekajta! Ratujta się! I pobiegliśmy w stronę lasu. Zdążyłem tylko usłyszeć w panice przeraźliwe wrzaski naszych zwierząt. Biedne krowy i kozy. Nikt się nie martwił o nie w tamtej chwili. Popłoch ogarnął wszystkich.. – przerwał na chwilę, wziął drugi wdech i kontynuował. – Ci co się ostali rano zebrali się do kupy. Każdy opowiadał różne historię. Nikt nie wiedział skąd się wziął ogień i dlaczego tak szybko strawił całą osadę. Nie odważyliśmy się tam wrócić. W sumie nie było po co tam wracać.
- Zatem nie wiesz co spowodowało pożar? – zapytał Ikyryn po uważnym wysłuchaniu opowieści.
- Nie mam pojęcia, Panie. Ogień pojawił się niespodziewanie i bardzo szybko ogarnął wszystkie domostwa.
Dowódca oddziału przemyślał w bezruchu słowa drwala. Następnie rozejrzał się po okolicy i wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia. Od lewego kącika ust do podbródka dostrzec było można bliznę, która świadczyła o żołnierskim doświadczeniu ponad trzydziestopięcioletniego mężczyzny. Posiadał poważny i dumny…