Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 6 min czytania

Pierwsze kadry obrazów i zdarzeń

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pamiętam sad, dziewczynkę w czerwonej sukience, matczyne, rozłożone ręce i słowa – „chodź aniołeczku, chodź” – pamiętam pierwszy krok…Z okazji ukończenia pierwszego roczku życia, i postawienia przeze mnie pierwszych kroków, mama ugotowała mi papkę na mleku z mąki pszennej(razowej) z żaren. Podobno nie mogłam się najeść torciku urodzinowego. Jestem wojenna, zatem, pamiętam kilka wizyt niemieckich żołdaków w naszym domu, a szczególnie jedną z nich. Na podwórku krzyczało ptactwo domowe, szczekały psy nasze i sąsiedzkie, to właśnie wtedy zobaczyłam, że do naszej stajni pakuje się banda niemieckich zbirów. Miałam dobry punkt obserwacyjny, ponieważ nieco wcześniej mama posadziła mnie na stole, na wprost okna wychodzącego na budynki gospodarcze. Widziałam, jak złodzieje wyprowadzają ze stajni młodą, urodziwą klacz mojego taty. I choć tato oferował im wybór innego z dwu pozostałych koni, to te zarazy uparły się na klacz, która jeszcze nigdy nie chodziła w zaprzęgu. Gdy już było wiadomo, że naszej klaczki żadne prośby ni tłumaczenia nie uratują, moja mama zaczęła mnie mocno szczypać po pupie, a ja po prostu krzyczałam z bólu, jak by mnie kto ze skóry obdzierał. Nie mogłam pojąć, co ta moja, kochana mama ze mną wyprawia, dlaczego zadaje mi taki ból, tak bez konkretnej przyczyny…I darłam się coraz głośniej, aż jeden z Niemców zwrócił uwagę na małą, siedzącą w oknie i wrzeszczącą ile sił…Zauważył też moją mamę i chyba pojął o co jej tak naprawdę chodziło. Wściekł się do tego stopnia, że zdjął karabin z ramienia i wycelował prosto w okno. Nie strzelił, ale mojej mamie wystarczyło. Ze strachu schowała mnie do szafy na ubrania, a wcześniej myślała, że mój płacz zmiękczy serca żołdaków, a ci zostawią klaczkę, zabierając starszego konia. U nas zabrali klacz, u sąsiada wóz, i pojechali na Berlin! A to już z wolnej Polski. Jest lato, meble wyniesione na podwórko, bieli się ściany wapnem, kobiety z koszami jajek, serów i masła idą jedna za drugą, wujek podjeżdża furą z kilkoma beczkami piwa, najstarsza kuzynka za kilka dni wychodzi za mąż. Różnica wieku miedzy mną, a nią ogromna, co mi nie przeszkadza w pilnej obserwacji wszystkich poczynań i radości z tego weseliska. Tym bardziej, że owe weselisko ma tańcować w naszym domu, bo to i kuchnia u nas niczym boisko sportowe, bo nasze domy oddalone są o parę kroków i w końcu jesteśmy najbliższą rodziną. Marynia i Stachu, choć w pożyczanych ubraniach – wyglądali prześlicznie. Moja sukieneczka też była niczego sobie. Białe kwiatuszki na czerwonym tle, a dołem marszczone falbaneczki, dla małej dziewczynki to istne cudo. Większym problem było dla

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%