Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Pierzeja I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słońce zaczęło prażyć.

Zjechał na żwirowe pobocze przy wyjeździe z brudnego i zakurzonego miasta, które czasy swojej świetności miało dawno za sobą, wciąż duże, żyjące, ale już bez iskry, która dała początek gorączce, w jakiej zostało zbudowane. Zastawiając swoje wszystkie oszczędności, biorąc pożyczki, liczyli na świetlaną przyszłość, to są sny ludzi, których już nie ma, po nich – wąskie ulice, kwartały kamienic, miasto oparte na liniach i prostopadłościach. Matematyczna konstrukcja. Którą obudowało ulicami i alejami nowe pokolenie, pierzeje w zbyt wąskich przesmykach zostały zniszczone, zasiedlono okręgiem dawne miasto, wsie i przedmieścia uległy brutalnemu planowaniu.

Swąd samochodów w ruchu podnoszących pył dobiegł do niego.

Zapalił papierosa i spojrzał na zegarek, jednocześnie zaciągając się głęboko, wybiła godzina 8:36.

Setki samochodów wjeżdżało w betonowego kolosa, do pracy, na uczelnię, na zakupy. Ku codziennym troskom i problemom. Autobusy, tramwaje wypełnione ludźmi, którzy zwieszali głowy ze smutnymi wyrazami twarzy, dojrzeć uśmiechniętą osobę – rzadkość. Słuchawki, książka, okulary przeciwsłoneczne, albo po prostu wzrok wbity w przestrzeń, nadawały tej zbitej, stłoczonej masie żelastwa i osób nastrój przygnębiającej izolacji. Niemal nie dostrzegali innych będących tuż obok. Zapatrzeni w czubki własnych nosów.

Splunął.

Odpowiedział mu obojętny szum zielonego lasu, pomyślał, że niedługo spadną liście, a rośliny zaczną obumierać.

Kiedy był tuż po studiach, sądził, że uda mu się odnaleźć, że będzie jednym z tych, którzy kupują i sprzedają świat na giełdzie, by później uśmiechać się dobrotliwie, patrząc znad gazety na dzieci w swoim niemal-pałacu, na spokojnych przedmieściach zatłoczonego miasta, ale wciąż blisko głównych arterii komunikacyjnych. Że zachowa równowagę między ideałami, a rzeczywistością.

Niestety coś po drodze nawaliło. A mówiąc bardziej dosadnie – całkowicie się spierdoliło, nie chodzi o biznes, bo w tym był dobry, potrafił z łatwością nagiąć swoje możliwości do warunków i wycisnąć tyle, że później często był zaskoczony.

Spojrzał w niebo, w chmury, które znacznie lepiej wyglądały przez okulary słoneczne, niż gołym okiem. Kontrastowo.

Kiedy stracił swoją starą chęć do życia? Teraz potrzebował coraz więcej by czuć się zadowolonym, już nie wystarczył mu przyzwoity samochód, kobieta, o której mógł marzyć jeszcze…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pierzeja I — czytnik · opowiadania