Wojna · 3 min czytania
Plac boju
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozległa się seria strzałów. Kilka pocisków pomknęło złocistą strugą ku okopom. Ziemia stęknęła, po raz kolejny raniona przez swe dzieci. Wtem jakaś postać wyjrzała zza pagórka. Widać było tylko chwilowy błysk ognia i kolejne kule, niczym złociste łzy opadły na łono Gai. Rozległ się krzyk. Ofiara. Młody chłopak, pierwszy raz w życiu miał w rękach broń. Nigdy więcej, pierwszy raz i ostatni. Amen. Kolejna seria, tym razem złote smugi tną powietrze niczym ostrze jedwab. Słychać eksplozję, srebrno-czerwony dym przeplatany krzykami niczym mocna lina wzniósł się w niebiosa. Za co? Słychać strzały. Słychać świst ranionej dumy, urażonej ambicji, zaprzepaszczonego młodego życia. Spójrz jak umiera człowieczeństwo. Niebieska smuga racy przeszywa niewzruszone niebo. Zimny i mroczny dotyk śmierci. Pan generał nie obronił. To miało wyglądać inaczej... Wrócimy do domu, prawda? Niektórzy mówią, że zostaniemy tu na zawsze. Ale oni bredzą, to tchórze, prawda? Czemu się nie odzywasz? Co z tobą? Mark? Odpowiedz, proszę... Świst kul... Złote świece. Gwieździste niebo. Piękna dziś noc by umrzeć... ale ja nie chce umierać. Ja już wybrałem. Dawno temu. Przecież to szczytne, walczyć za