Romans · 5 min czytania
Po prostu Paris
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Powieki są po to żeby ukrywać każdy fragment i szmer niepotrzebnych uczuć. Zamykasz oczy i nie ma już nic. Już nikt nie odgadnie co czujesz. Odejdzie i chodźbys chciał już nie wróci.
Miała niewinne oczy i nie umiała tego ukryć. Każdy kto w nie spojrzał juz wiedział, że łatwo ja skrzywdźić. Choc ona z całych sił starała się nie patrzeć świat odbijał sie cały w jej żrenicach. Zawsze twierdziła, że to inni mają szczęście a ona po prostu idzie przez zycie jak lunatyk, wpadając w wir wydarzeń zupełnie przypadkowo. Potyka sie lecz nigdy nie upada. A własnie czasem lepiej upaść by podniesc się silinejszym.
Tej niedzieli odwiedził ją juz po raz drugi. Był wysokim, śniadym latynosem o oczach dziecka i spojrzeniu tak intensywnym, że paliło skóre. O pięknie ukształtowanych barkach i ramionach Apollina tak szerokich jak skrzydła orła, które dają schronienie i poczucie bepieczeństwa.
Lecz prócz urody nie miał nic co mogło by ją zainteresować. Ani wypobraźni, ani ineligencji, nawet poczucia humoru. Zwykle wybierała na odwrót ale tym razem to nie ona zdecydowala. To zdecydował los. Poznali się w jednej z paryskich restauracji gdzie zwykle wpadała w porze lunchu na codzienną porcje miso i lampke wina. Siedział pod scianą ubrany w niebieska koszule i patrzył swoimi czarnymi oczami na świat, a świat padał mu do stóp. Kobieta w czerwonej sukni zagryzała wymonie usta gdy poprawiał złoty zegarek, inna ta o najdłuzszych rzęsch na świecie przestała nagle oddychać. A on jak niby nigdy nic wybrał ją. Od tego czasu zupa miso miała dla niej smak jego ust. Choć nie tam pocałował ją pierwszy raz. Było to pewnego mroźnego poranka gdy wracali z lotniska po dwudniowym wypadzie do Bordeux. Zatrzymał ją na srodku ulicy, jednej z tych zapomnianych przez turystów i pocałował, ot tak jakby mialo się to wydarzyc właśnie tu i teraz na wybrukowanej, wąskiej uliczce w zupełnej ciszy bez westchnień ani porywów serca, zupełnie naturalnie i bez emocji. A ona oddała mu pocałunek jakby tak właśnie należało postąpić.
A więc odwiedził ją juz po raz drugi w jej malutkim mieszkanku obok biblioteki uniwersyteckiej. Przyniósł czerwone wino, róże i zapach Armaniego na jej ulubionej czarnej koszuli. Długo tulił ja w ramionach tej nocy…