Psychologia · 6 min czytania
Po schodach
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Błogą ciszę sennej, spokojnej nocy przerwał niespodziewanie, szarpiąc wszelkie możliwe nerwy, dźwięk telefonu. Było późno. Dzwonek uderzył wpierw w serce, wstrząsnął nim, burząc na chwilę rytm jego bicia, by po chwili rozejść się nieprzyjemną falą po całym ciele. Przywołana właśnie świadomość wirowała jeszcze nieuformowana gdzieś pomiędzy światami. "Paraliż mózgu", pomyślała Irena, nie mogąc zmusić się do otwarcia oczu. "Mam paraliż". W jej głowie rozpoczęło się leniwe targowisko myśli, "Odebrać, nie odebrać..." i wyścigi. Jeden wątek wygrał właśnie pęd ku świadomości, by rozgościć się w niej triumfalnym przeświadczeniem, że to nie może być nic dobrego, nie o tej porze. Otworzyła oczy. Czerwone cyferki zegara poraziły ją informacją tak bardzo, że znów je zamknęła. Telefon wciąż nie dawał za wygraną, więc postanowiła wreszcie go odebrać. Leniwie i niechętnie sięgnęła po słuchawkę, w której pobrzmiewał już tylko głuchy dźwięk. - Super - szepnęła wracając do pozycji wyjściowej. Na powrót ułożyła się wygodnie, próbując na nowo przywołać stan niebiańskiej nicości. Nic z tego. Do jej głowy dochodziły odgłosy zza ściany. Słyszała jak ktoś nerwowo mocował się z zamkiem, wreszcie przekręcił klucz i szczęk otwieranych drzwi głucho rozniósł się po klatce. Zapanowała cisza.
Długo nie mogła jeszcze zasnąć, czekając na kolejny telefon, chociaż usilnie starała się o tym nie myśleć, ani o tym kto to mógł być. Przecież mogła to być najzwyklejsza w świecie pomyłka. Ktoś przekręcił cyferki wybierając numer i dodzwonił się właśnie do niej. Jej pamięć przywołała odległe czasy, kiedy nierozważnie podała swój prywatny numer kilku pacjentom. Męczące telefony zmusiły ją ostatecznie do zmiany numeru.
- Halo. - Irenka? To ty? - usłyszała łkający, cichy głos w słuchawce. - Tak, kto mówi? - On tu jest, widziałam go! - nie potrafiła zidentyfikować dzwoniącej. - Kto mówi? - Boję się. Tak bardzo się boję Irena...
Otworzyła oczy, czujnie nadstawiając uszu, bo zdało jej się, że ktoś puka do drzwi. - Irena, jesteś tam? - Usłyszała już teraz wyraźnie. - Otwórz, to ja Adam - rozpoznała głos brata. - Irena... "Nie, to niemożliwe", pomyślała, siadając już zupełnie przytomna na łóżku. "Adam"? Czym prędzej zarzuciła na siebie szlafrok i ruszyła w kierunku wejściowych drzwi. Kiedy je otworzyła, mimowolnie cofnęła się o krok. W mroku korytarza ukazał jej się postawny mężczyzna i gdyby nie znajomy głos, nie rozpoznałaby go. Gdzieś na ulicy, zajrzawszy temu człowiekowi w twarz, odnalazłaby z pewnością znajome rysy kogoś bliskiego, ale nie tak wyraźne, by odpowiednio wcześnie zareagować i zapewne minęłaby go jak zwykłego kloszarda. Zaskoczona patrzyła na niego przez dłuższą chwilę, nie bardzo wiedząc co…