Pisarstwo · 4 min czytania
Poczuć wolność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dzień był piękny. Lato, wakacje. Nie było gorąco, wiał leciutki wietrzyk. Przyjechałam do Ani i dowiedziałam się, że jadę na Grandzie. Lubię tą klaczkę. Czarna ślązaczka, milutka, nieco uparta, ale mi też niczego w tym kierunku nie brakuje. Do tego oczywiście stara wojskowa kulbaka. Po prostu czysta poezja! Ania jechała też na ślązaczce, ale gniadej o imieniu Pasja. Przejechałyśmy bez problemów przez drogę i zanurzyłyśmy się w lesie. Humory nam dopisywały. Zresztą, kto by nam się dziwił? Konie szły chętnie. Trochę kłusa, trochę stępa i oczywiście – galop! Trudno nazwać to wspaniałe uczucie, kiedy koń sam cię niesie. Krew wrze w jego żyłach. Słyszysz jak bicie dwóch serc – twojego i wierzchowca gra jedną tą samą melodię. To coś cudownego! W jednej chwili odpływają wszystkie troski. Cała szara rzeczywistość zostaje gdzieś daleko, wszystkie złe myśli zostawia się na ziemi. Siedząc w siodle myśli się tylko jaki ten świat jest piękny… W uszach słyszałam tylko melodię wiatru, który targał włosy. Po prostu czuło się radość konia z tego biegu, a Granda ma to do siebie, że jak się już rozpędzi, to koniec. Gna, można by powiedzieć bez opamiętania przed siebie. Można przymknąć lekko oczy i dać się ponieść… Z lasu wyjechałyśmy na pola. Przed nami był dość spory pagórek. Jako, że pole było zorane (nie wiadomo czemu, bo potem zostawione odłogiem) nie mogłyśmy galopować. W grę wchodził tylko kłus, albo stęp. Granda wybrała to pierwsze, a ja jej tego nie broniłam. Sama miałam ochotę trochę zaszaleć. Wyjechałyśmy na