Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 9 min czytania

Podróż

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pandemia – pozbawiła nas wielu rzeczy, odcięła od pewnych zachowań, z których wiele stanowiło trzon naszej rzeczywistości, naszą codzienność. Jedną z takich rzeczy są podróże i związane z nimi szybkie, bezproblemowe przemieszczanie się, pokonywanie tysięcy kilometrów z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Najsprawniej podróżującym w ostatnim czasie jest koronawirus. No ale… korona zobowiązuje. Nam natomiast korony z głów pospadały rozbijając się o puste terminale i zdezynfekowane autobusy ściągnięte z afisza. Jak więc żyć? Jak pandemić… jak pędem iść? Jak karmić facebookowych obserwatorów, dla których robiona jest lwia część podróżniczo-wypoczynkowych zdjęć? Radosny ten, który w trakcie wakacji nie opublikował zdjęć hurtem na instagramie. Szczęśliwy ten, który w czasie pandemii, sięgając tym razem do jednobarwnych, żółtych folderów wakacyjnych, może: rozpalać media społecznościowe widokiem gorącej plaży, chłodzić kwarantannowe nastroje lazurem morza, bądź opiekać na rozgrzanym ruszcie wieczornego grilla zazdrosne lajki znajomych. O zapobiegliwy! Przezorny, często wysoko ubezpieczony! Niechże mamy dzięki Tobie namiastkę podróży. Ileż takich skrolowanych wypraw przeżywaliśmy i bez pandemii!? Ale jakie czasy takie podróżowanie, a z pewnością podróżawianie codzienności.

Mimo wszystko podróżować lubię. Czy jestem więc podróżnikiem?, a raczej podróżniczką? A skąd! Maluje nie zawsze malarz, pisze nie zawsze pisarz i podróżuje niekoniecznie podróżnik. Według Doroszewskiego, aby być podróżnikiem musiałabym podróżowanie i dalekie wprawy uczynić celem mojego życia , dodatkowo (za Wielkim Słownikiem Języka Polskiego) w „celu zwiedzenia świata” . A wielkich wypraw w obce kraje u mnie jak na lekarstwo. Lokalnie i tubylczo nieco więcej, ale kogo interesują kadry z graniczącego z Czechami Boboszowa, czy zaspanych o poranku Kielc. Do tego wszystkiego zapominam o rzeczy podstawowej – robieniu zdjęć. Może dlatego, że z moim oczami to jest jak oglądanie świata przez podwójną szybkę? Trochę wstyd się przyznać, że w ogóle tam byłam, bo nawet lizanie lodów jest przez szybę a nie przez dwie. Tak się więc jakoś toczy to moje niepodróżowanie, czasem bliżej, czasem dalej, czasem nie potrafiąc się oprzeć pewnej dozie komercji. Tak!, …nie jestem w tej kwestii ideałem. Tych zresztą przecież nie ma, a życie uczy, że nawet kieszenie wypełnione po brzegi ideałami mają tendencję do naciągania się w kierunku bruku. Podróżuję więc zgoła nieidealnie i do lektury opisu takiej wyprawy zapraszam. Żeby było nieco klasycznie będzie to podróż w trzech aktach.

AKT PIERWSZY „Akt stworzenia”

Żeby nie przedłużać… (zawsze próbowałam czytać didaskalia na jednym wdechu, ale w pobliżu Wyspiańskiego można było zemdleć, a przecież nie wypada mdleć na weselu („Weselu”), więc musiałam się oduczyć…, jak to w szkole bywa.) No więc zmieniając kursywę na Times New Roman chciałam powiedzieć, że tę podróż rozpoczęłam od biegu. Biegłam przez skoszone pole z umorusaną dżemem truskawkowym buzią. Biegłam trzymając w ręce kosz z naleśnikami, które już tego dżemu miały niewiele. Biegłam delektując się zapachem świeżo rozkopanej ziemi, z której przed chwilą wyciągnięto ziemniaki – takie nie za duże, nie za małe, takie akurat, które ugotowane w całości zamieniają środek tygodnia w uroczystą niedzielę dla podniebienia. Biegłam z aluminiowym kubkiem, który nigdy nie chciał całkiem napełnić się jagodami… Ale na szczęście nie odbijał na swojej matowej powierzchni, fioletowej przyczyny takiego stanu rzeczy. Biegłam: czasem obdzierając kolana, czasem gubiąc kozaki w ogromnej zaspie śniegu, czasem delektując się w biegu słodyczą posypanej cukrem śmietany na chlebie, albo zatapiając zęby w zapachu słońca i przemieszczającego się w kierunku łokcia malinowego pomidora. Zdjęcie. Kadr. Obraz. Nawet rolka z aparatu. To tylko zapis. Moment. Chwila… wyciągnięta z życia jak z kontekstu. A żyjemy przecież z całym dobrodziejstwem inwentarza – czasu, historii, miejsca i ludzi, z dobrodziejstwem kontekstu – zależności i możliwości, wątpliwości i niepewności, kontekstu przypadków i mimochodów.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Podróż — czytnik · opowiadania