Podróż
Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pandemia – pozbawiła nas wielu rzeczy, odcięła od pewnych zachowań, z których wiele stanowiło trzon naszej rzeczywistości, naszą codzienność. Jedną z takich rzeczy są podróże i związane z nimi szybkie, bezproblemowe przemieszczanie się, pokonywanie tysięcy kilometrów z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Najsprawniej podróżującym w ostatnim czasie jest koronawirus. No ale… korona zobowiązuje. Nam natomiast korony z głów pospadały rozbijając się o puste terminale i zdezynfekowane autobusy ściągnięte z afisza. Jak więc żyć? Jak pandemić… jak pędem iść? Jak karmić facebookowych obserwatorów, dla których robiona jest lwia część podróżniczo-wypoczynkowych zdjęć? Radosny ten, który w trakcie wakacji nie opublikował zdjęć hurtem na instagramie. Szczęśliwy ten, który w czasie pandemii, sięgając tym razem do jednobarwnych, żółtych folderów wakacyjnych, może: rozpalać media społecznościowe widokiem gorącej plaży, chłodzić kwarantannowe nastroje lazurem morza, bądź opiekać na rozgrzanym ruszcie wieczornego grilla zazdrosne lajki znajomych. O zapobiegliwy! Przezorny, często wysoko ubezpieczony! Niechże mamy dzięki Tobie namiastkę podróży. Ileż takich skrolowanych wypraw przeżywaliśmy i bez pandemii!? Ale jakie czasy takie podróżowanie, a z pewnością podróżawianie codzienności.
Mimo wszystko podróżować lubię. Czy jestem więc podróżnikiem?, a raczej podróżniczką? A skąd! Maluje nie zawsze malarz, pisze nie zawsze pisarz i podróżuje niekoniecznie podróżnik. Według Doroszewskiego, aby być podróżnikiem musiałabym podróżowanie i dalekie wprawy uczynić celem mojego życia , dodatkowo (za Wielkim Słownikiem Języka Polskiego) w „celu zwiedzenia świata” . A wielkich wypraw w obce kraje u mnie jak na lekarstwo. Lokalnie i tubylczo nieco więcej, ale kogo interesują kadry z graniczącego z Czechami Boboszowa, czy zaspanych o poranku Kielc. Do tego wszystkiego zapominam o rzeczy podstawowej – robieniu zdjęć. Może dlatego, że z moim oczami to jest jak oglądanie świata przez podwójną szybkę? Trochę wstyd się przyznać, że w ogóle tam byłam, bo nawet lizanie lodów jest przez szybę a nie przez dwie. Tak się więc jakoś toczy to moje niepodróżowanie, czasem bliżej, czasem dalej, czasem nie potrafiąc się oprzeć pewnej dozie komercji. Tak!, …nie jestem w tej kwestii ideałem. Tych zresztą przecież nie ma, a życie uczy, że nawet kieszenie wypełnione po brzegi ideałami mają tendencję do naciągania się w kierunku bruku. Podróżuję więc zgoła nieidealnie i do lektury opisu takiej wyprawy zapraszam. Żeby było nieco klasycznie będzie to podróż w trzech aktach.
AKT PIERWSZY „Akt stworzenia”
Żeby nie przedłużać… (zawsze próbowałam czytać didaskalia na jednym wdechu, ale w pobliżu Wyspiańskiego można było zemdleć, a przecież nie wypada mdleć na weselu („Weselu”), więc musiałam się oduczyć…, jak to w szkole bywa.) No więc zmieniając kursywę na Times New Roman chciałam powiedzieć, że tę podróż rozpoczęłam od biegu. Biegłam przez skoszone pole z umorusaną dżemem truskawkowym buzią. Biegłam trzymając w ręce kosz z naleśnikami, które już tego dżemu miały niewiele. Biegłam delektując się zapachem świeżo rozkopanej ziemi, z której przed chwilą wyciągnięto ziemniaki – takie nie za duże, nie za małe, takie akurat, które ugotowane w całości zamieniają środek tygodnia w uroczystą niedzielę dla podniebienia. Biegłam z aluminiowym kubkiem, który nigdy nie chciał całkiem napełnić się jagodami… Ale na szczęście nie odbijał na swojej matowej powierzchni, fioletowej przyczyny takiego stanu rzeczy. Biegłam: czasem obdzierając kolana, czasem gubiąc kozaki w ogromnej zaspie śniegu, czasem delektując się w biegu słodyczą posypanej cukrem śmietany na chlebie, albo zatapiając zęby w zapachu słońca i przemieszczającego się w kierunku łokcia malinowego pomidora. Zdjęcie. Kadr. Obraz. Nawet rolka z aparatu. To tylko zapis. Moment. Chwila… wyciągnięta z życia jak z kontekstu. A żyjemy przecież z całym dobrodziejstwem inwentarza – czasu, historii, miejsca i ludzi, z dobrodziejstwem kontekstu – zależności i możliwości, wątpliwości i niepewności, kontekstu przypadków i mimochodów.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Zoja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…