Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Mitologia · 6 min czytania

Podróże Satyra

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Duże połacie piasku uformowane w fantazyjne wydmy, rozciągały się po sam horyzont. Żar wzniecony bezlitosnym słońcem parzył każdy skrawek skóry. Satyr głośno jęknął, czując suchość gardła, a po chwili potężny wybuch bólu w skroniach. - Co to jest – słowa cicho uleciały z ust wprawiając ziarenka piasku w ruch. Jego głowa jak i reszta ciała spoczywała na rozgrzanym podłożu. Poruszył dłonią czując sypką fakturę pod opuszkami dłoni. Szok wywołany odkryciem palców momentalnie oderwał leżącego. Zaklął siarczyście rozglądając się po okolicy. - To dopiero trafiłem. – z trudem wydobywał z wysuszonej krtani – Nic nie rozumiem, przecież przed chwilą leżałem w miękkiej, zielonej trawie, błogo zmęczony upojeniem winnym. Umilkł na chwilę po to aby za moment wybuchnąć niepochamowaną wściekłością. - Tak, już wiem! Przecież ja się upiłem po wizycie zasmarkanego Dionizosa! Tak! Upiłem się jego winem zostawionym na zgodę, winem przyprawionym czarem, brzydkim czarem, który posłał mnie na tą piaskową dziurę! Satyr umilkł marszcząc czoło w przyśpieszonej pracy umysłu. - K…a, przecież ja nawet nie jestem pijany, głupi skąpiec mógł chociaż dać mocniejsze to wino i tak ma go pełno – znowu zamilkł, aby pozwolić kłębiącym myślom, uporządkować się. - Dobra ty głupia mordo, byłeś łakomy na czerwone winko, to teraz cierp. Muszę coś wymyśleć, przecież to niepodobne, abym ja Satyr stał jak ten marny człowiek, w dodatku z porażeniem umysłowym, na tych przeklętych górach piachu. Ledwie przebrzmiało ostatnie słowo w dusznym, rozpalonym powietrzu, gdy wilgotny i zimny powiew zagubionego wiatru rozbił się o plecy fauna. - Znowu jakieś czary – mrugnął pod nosem odwracając się twarzą w kierunku nadpływającego ożywczego powietrza – może i czary, ale przyjemne. Ja Satyr niczego się nie boję, idę! Ruszył powoli przed siebie. Jego nogi zakończone zgrabnymi kopytkami, z trudem pokonywały kolejne zwały miękkiego gruntu, a futro gęsto je porastające potęgowało dyskomfort spowodowany wysoka temperaturą. Klnąc nieprzyjemnie brnął dalej, aż wreszcie zauważył, że podąża lekko pod górę, a napływ dziwnego powietrza wzrasta. Zmusił się do większego wysiłku. - Morze, co tu robi morze? – pytanie samo wyrwało się z ust gdy ujrzał kolejny wielki teren, tym razem pokryty wodą. Tafla marszczyła się lekko pod wpływem niewidzialnego wiatru, który zabierał ze sobą jego wilgoć i chłód. Jeszcze większe zdziwienie wywołał krąg otoczony kolumnadą jońską w oddali majaczący, prawie przy samym brzegu morskim. Satyr przyśpieszył już i tak szybki chód, zbiegając z pochyłości wydmy. Niespotykany widok przed nim zbliżał się z każdą sekundą ruchu. Wreszcie stanął przed budowla. Wybrukowany i okrągły placyk…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Podróże Satyra — czytnik · opowiadania