Romans · 5 min czytania
Podwójna siła - wstęp
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słowo od autorki: "Podwójną siłę" napisałam dwa lata temu, ale wciąż uważam to za bardzo miłą i ciepłą lekturę. Obecnie jest w fazie zmian dlatego będę po kolei publikowała zmiany, najpierw je trochę sponsorując. Oto króciutki wstęp wprowadzający czytelnika w klimat. Życzę miłego czytania.
Wstęp Dwie rasy, równie wielkie i stare, równie wdzięczne i mające prawo do magii, wciąż jednak rozpamiętują dawne urazy, wciąż toczą wojnę i sieją nienawiść. Elfy i demony nienawidziły się w równym stopniu i w równym stopniu siebie zwalczały. Nie pomagały interwencje innych ras. Nie pomagały interwencje samych królów. O nie, oni przysięgli sobie wrogość do ostatniego pokolenia. Czyż to nie piękny początek dla tragicznego romansu, panie Shakespeare? Piękne, złotowłose elfy, kochające naturę i muzykę oraz bladolice demony, lubujące się w zapachu magii i śmierci... Pozwolę sobie teraz westchnąć do muz... hmm, tak, to prawda,w takiej sytuacji romans jest nieunikniony. Obowiązek kochania dzielnie przyjęło na siebie dwoje potomków świetnych rodów – Thaviol i Hongów. On – elf, Ona – demonica, zapałali do siebie gorącą miłością i marzyli o dniu, w którym będą mogli być razem. Rodzina Thaviol była uważana za jedną z najlepszych elfich klanów, a demoniczni Hongowie znani byli ze swoich wielkich czynów. Walka tych dwóch rodów była najzacieklejsza w Tilt i nie raz musiały się wtrącić osoby trzecie, aby uchronić miasto na Dalekich Rubieżach od totalnej zagłady. Młodzi z początku ukrywali swoje uczucia, lecz spotkawszy się razu pewnego nad jeziorem wodnika Forkisa, rzucili się sobie w ramiona i wyznali miłość. Gdy chwile uniesienia minęły, demonica i elf postanowili, że już na zawsze będą razem. Nie obeszło się przy tym bez łez, planów ucieczki i prób samobójstwa. W końcu jednak panna Hong i pan Thaviol wśród znajomych z innych ras złożyli uroczyste śluby. Jaka była reakcja rodziny? Hmm, znów proszę o wsparcie muz… no cóż, można się domyśleć. Jednak, gdy urodził się wnuk, zjechały się oba rody. Dokładnie obejrzano wystraszonego malca i zawyrokowano: - On jest nasz! -