Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 5 min czytania

"Pojęcie Dobra"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szłam w kierunku tzw. ogródka, gdzie przy stolikach z rozłożonymi parasolami siedziała grupka ludzi. - Nie, nie ludzi... - poprawiłam się w myśli, mocniej wciskając zaciśnięte pięści w kieszenie krótkiej, ciemnozielonej kurtki. Podeszłam do nich bez wahania i stałam chwilę milcząc, nim w końcu zwrócili na mnie swą uwagę. Wszyscy oprócz chudego mężczyzny, byli zaskoczeni moim niepozornym, niechlujnym wyglądem. Blondwłosa dziewczyna o aparycji miss-jakiegoś-zadupia spojrzała pytająco na niego i kiedy kiwnął przyzwalająco dłonią odzianą w białą rękawiczkę, odsłoniła gniewnie zęby dając mi tym do zrozumienia, że nie jestem mile tu widziana. Na samym geście jednak poprzestała. Rozejrzałam się przed zajęciem miejsca. W odległości parudziesięciu metrów od nas stało dwóch agentów w długich, czarnych płaszczach, kapeluszach o szerokich rondach i tandetnych lustrzankach. Nie mogli wyglądać bardziej stereotypowo. Obserwowałam ich kątem oka. Nie ja jedna, zresztą. Wahali się. Wciąż się wahali. - Smutne... - szybko odgoniłam natrętną myśl. Zbyt wiele mnie to przyjście kosztowało, bym miała teraz zmieniać zdanie. Chudy szef bandy z którą miałam tę wątpliwą przyjemność dzielenia stolika, zdawał się zupełnie ignorować otoczenie. Mimo to, czułam, że jest świadom zagrożenia. Delrynn, blondwłosa miss-czegoś-tam, patrzyła na mnie z pogardą, niechęcią i podejrzliwością w brązowych oczach. Ludzie rzadko tak na mnie patrzyli. - To nie są ludzie - upomniałam się w duchu po raz setny. I wtedy ochroniarz chudzielca niespodziewanie się uśmiechnął i wyciągnął spod stołu małą walizkę ze srebrnym zamkiem, przy którym gmerał niezręcznie przez chwilę, nim zdołał ją w końcu otworzyć. Czuć było siarką, lecz jej wnętrze zdecydowanie mi się podobało. - I jak będzie? - zapytał chrapliwym głosem szef, patrząc na mnie w napięciu. Próbowałam odwlec tę chwilę. Bóg mi świadkiem, że nigdy nie chciałam takiego wyboru. Prawie wszystko we mnie jednak krzyczało "za". Prawie wszystko... Mój umysł rozpaczliwie szukał trzeciego rozwiązania, gdy agenci się poruszyli. Nie zdążyłam nawet ust otworzyć, gdy obaj znaleźli się przy stoliku. Reakcja moich 'towarzyszy' była również błyskawiczna. Napakowany ochroniarz skoczył do gardła starszego z mężczyzn, a młodszego zaatakowała Delrynn. Po trzech sekundach jeden z agentów leżał na ziemi ze złamanym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Pojęcie Dobra" — czytnik · opowiadania