Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Pomarańcza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dojrzewają wśród liści w południowym kimacie. wylegują się na gałęziach, bawią się w chowanego ze słońcem. Wiszą leniwie, aż jakaś brudna, spocona dłoń zerwie je i brutalnie wrzuci do wiklinowego kosza. Od tej chwili tkwiąc w ciemności rozpamiętują smak wiatru i delikatne muśnięcia liści. Tracą rachubę czasu, są skołowane, boją się. Z krzykiem przesypują się z kosza na gumową taśmę, która coraz bardziej oddala je od matczynych drzew. Są myte, sortowane, zamykane w pomarańczowych siatkach z dużymi oczkami. Dużo powietrza na pocieszenie i umilenie długiej podróży. Wrzucone do drewnianych skrzyń, są transportowane i rozkładane na stoiskach wielkich, obcych supermarketów. Jak mają szczęście trafiają do małych przytulnych bazarów w egzotycznych – dla nich – krajach. Leżą tam potem bezczynnie, są tak znudzone, że cieszą się na widok wyciągniętych w ich stronę rąk, chociaż wiedzą jaki czeka je los. Te wyciągnięte ręce to między innymi moje ręce. Wybieram dwie siatki bardzo dojrzałych, soczystych pomarańczy i idę do kasy. Kod, pieniądze, reszta, myśl o kąpieli. W domu rozkładam je wszystkie na blacie kuchennym i sprawdzam ich wielkość. Kilka obrażonych na mnie owoców spada na podłogę próbując ucieczki. Toczą się bezwładnie szukając schronienia pod stołem, krzesłem. Nawet próbują wcisnąć swoje rozkrojone krągłości pod szafkę kuchenną. Bez pośpiechu, wręcz w zwolnionym tempie, zbieram je z podłogi wkładam do zlewu. Obmywam je wodą i wycieram białym płótnem. Oglądam pod światło porowatość skórki, pomarańczowość koloru, podrzucam do góry badając tor lotu. Długim, ostrym nożem rozpoczynam zbiorową pomarańczową egzekucję. Rozcinam kolejne na pół, pozwalając wyciekać pomarańczowości na podłogę. Jeszcze kilka szybkich ruchów i pozostałe pomarańcze już nie stanowią okrągłych jedności. Układam wszystkie warstwami w misce i zanoszę je do łazienki. Siadam w pozycji lotosu na środku czworokątnej wanny i wyjmuje z miski jedną połówkę pomarańczy, starannie, z namaszczeniem, wyciskam z niej sok. Robię to samo z drugą, trzecią, czwartą. Zgniecione resztki z wystającymi fragmentami miąższu wrzucam do wody. Unoszą się chwilę w wodzie niczym meduzy. Po chwili zamierają w bezruchu na dnie. Część walczy, unoszą się pustym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%