Rodzina · 4 min czytania
Pomysłowy Synek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedy wróciłam z narady u szefa, miałam na telefonie siedem nieodebranych połączeń i jedną wiadomość. Wszystkie od Tomka, mojego męża. „ Wracaj natychmiast do domu!”, odczytałam SMS – a. Zaniepokojona, zadzwoniłam do domu, ale mąż nie odbierał telefonu. Przestraszyłam się. „A jeśli to chodzi o Wojtusia”, myślałam. „Zachorował albo coś mu się stało w szkole”. Zgłosiłam szefowi awarię rodzinną i pobiegłam do domu. Weszłam do mieszkania, a tam grobowa cisza. A przecież nasz siedmioletni syn jest wyjątkową gadułą. Buzi nie zamyka, nawet, gdy ma wysoką gorączkę. „Dlaczego jest tak cicho?”. Byłam coraz bardziej zaniepokojona. Uchyliłam drzwi do pokoju Wojtusia i zajrzałam do środka. Dostrzegłam, że w łóżku leży nasz syn i śpi głośno pochrapując, a obok niego siedzi Tomek. Mąż położył palec na ustach, dając mi znak, żebym nic nie mówiła. - Co się stało? – pytałam zdenerwowana, gdy wyszedł. – Jest chory? - Chory?... – Raczej pijany. - Pijany?! – krzyknęłam. – Co ty wygadujesz?! Jak to pijany? W szkole go upili? Gadaj mi tu zaraz, jak do tego doszło? - Upił się w domu – przerwał mi mąż. - W domu? – przecież po lekcjach był z tobą. - Był, ale w pewnej chwili poszedłem do łazienki, a kiedy wróciłem, Wojtek siedział nad szklanką piwa wymieszanego z jakimś świństwem i czkał jak pijak. - Gdzie ta szklanka? – zapytałam. - W zlewie – odparł mąż. – Ale niewiele w niej zostało, jeśli chciałaś spróbować. Wzięłam szklankę do ręki i powąchałam, smród piwa tłumił jeszcze jakiś zapach, którego nie mogłam rozpoznać. - Bałem się, że to jakiś narkotyk – opowiadał Tomek. – Może ktoś mu go dał w szkole. - Nie, to nie narkotyk – stwierdziłam. Dawno tak śpi? - Dwie godziny – odpowiedział wystraszony mąż. Chciałem go zawieźć do szpitala, wcześniej jednak zawołałem Piotrka z drugiego piętra. On jest ratownikiem. - I co powiedział? – dopytywałam. - Że Wojtuś musi wytrzeźwieć i na jego oko nic mu nie