Inne · 4 min czytania
Popołudnie nad jeziorem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Drewno pomostu skrzypi pod moimi bosymi stopami. Siadam na nagrzanych deskach, aby w ciszy kontemplować widok rozciągający się przez moimi oczami. Cisza jest tu pojęciem względnym, ponad moją głową bowiem rozlega się nieprzerwany szum drzew, otaczających jezioro pierścieniem lasu. Potężne drzewa przeglądają się w ciemnogranatowym zwierciadle wody, wdzięcząc się do swego odbicia i wyginając przy każdym podmuchu wiatru. Ponad lasem przemieszcza się podniebny pochód biało-szarych chmur, kłębiących się i przepychających jedna przed drugą, jakby chciały zdążyć przed zmierzchem do nieznanego celu. Nie są to łagodne białe obłoki niewinnie przechadzające się po niebie. Te biało-szare kłębowiska waty wyglądają na gniewne i psują idealną sielskość krajobrazu. Oddycham głęboko. Powietrze jest nagrzane słońcem, pachnie latem, sianem i wodą. Nie dochodzą mnie żadne dźwięki wyprodukowane przez człowieka. Otwieram oczy słysząc nagły plusk wody – to ryby podpływają do powierzchni, aby za sekundę w panice wrócić w głębię jeziora, jakby wstydziły się swojej ciekawości świata-nad-wodą. Przy samym pomoście powierzchnia wody pokryta jest grubą warstwą żółtej rzęsy. Na tej chybotliwej powierzchni jak królowa na tronie usadowiła się ciemnozielona żaba. Spokój jej majestatu przerywany jest co chwilę błyskawicznym polowaniem na przelatujące w zasięgu języka owady. Tylko ogromne błękitne ważki są względnie bezpieczne i nie muszą się obawiać śmierci w przewodzie pokarmowym zwierzęcia. Próbuję dosięgnąć trzciny, jednak pod wpływem nagłego powiewu, brązowe łodygi uciekają i zaciskam pustą pięść, jak po nieudanym łapaniu muchy. Od strony przeciwległego brzegu podpływa powoli rodzina łabędzi – rodzice pilnują z troską swoich pociech, nie pozwalają oddalać się od stada. Mimo, że patrząc na nie osłaniam ręką oczy od słońca, to jednak biel ich piór wyzwala bolesne łzawienie zmuszając do odwrócenia wzroku.…