Fantasy · 4 min czytania
Poranek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Promienie słońca sączyły się poprzez gęste listowie drzew, nabierały zielonkawego odcienia liści, przedostawały się przez uchylone okno do pokoju, w którym jeszcze panował senny półmrok nocy i na deskach podłogi malowały dziwne, ruchome wzory. Tańczyły w takt znany gałęziom, które to w pląsy wiatr ciepły porwał, ożywiały kolory na makatce plecionej, ślizgały się po komodzie, po drobiazgach na niej poustawianych, na wzorze dzbanka glinianego. Na płatkach polnych kwiatów zebranych w bukiet. Ciszę jeno świergot ptaków przerywał, postukiwanie dzięcioła, gdzieś w borze pracującego usilnie nad nową dziuplą. Szum drzew i świst wiatru hulającego na strychu. Wnet na parapecie okna przysiadł ptaszek niewielki. Sikora bogatka, co w dziobku trzymała źdźbło trawy i pióro białe, niechybnie do jakiegoś innego ptaka należące. Ot, znak, iże gniazdo nowe wiła. Poruszyła się, poskakała chwilę wzdłuż parapetu, pazurki drobne zachrobotały o drewno. Ptaszek przekrzywił łebek, chwilę wpatrywał się w tę część pomieszczenia, która cieniem zakryta była swym paciorkowatym, czarnym oczkiem, po czym rozpostarł skrzydełka i odleciał. Ni żaden ślad nie pozostał, który mógłby świadczyć o jego obecności. A pod ścianą, gdzie to sikorka z zainteresowaniem się wpatrywała - łoże ogromne stało. Pościel na nim zburzona była, przykryta jeno skórami zwierząt jakichś, które bardziej teraz na podłodze leżały, niźli na łóżku. Dochodziło stamtąd co jakiś czas pochrapywanie czyjeś, a i pomruki jakieś niezrozumiałe, przez sen lekki wciąż tłumione. Czarnowłosa kobieta poruszyła się, jakby ostrożnie. Przeciągnęła, ziewnęła, dłonią ust nie zakrywając, zamruczała cicho, gdy i mięśnie zastygłe nieco w czasie snu,…