kultura · 4 min czytania
Portret
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Oto siedziała przed nim. Jego natchnienie. Skryte marzenie. Muza. Padające przez okna pracowni promienie słoneczne, oświetlały przestronne wnętrze i twarz, tak drogą sercu Maksymiliana. Zmrużył oczy. Głodnym wzrokiem chłonął szczegóły, by śmiałym ruchem pędzla zaznaczyć na płótnie linie, stanowiące połączenie alabastrowej skóry twarzy z czerwienią loków Teresy. Uśmiechała się do niego, nieświadoma, jak wielkie wyzwanie stanowi dla niego stworzenie jej portretu. Nie wiedział, w którym momencie utraci kontrolę nad rękoma, a zmęczone chorobą ciało zacznie paralityczny taniec; niezależnie od jego woli. Spod zamaszystych ruchów pędzla płynęła tycjanowska rzeka, pełna meandrów, miejscami przypominająca żarzącą się lawę. Maksymilianowi, ten odcień zdawał się cudem. Włosy Teresy lśniącymi kaskadami spływały do połowy pleców, okalając pierścieniami loków bladą cerę z proporcjonalnymi, niemal królewskimi rysami; niewiele kobiet w dojrzałym wieku mogło poszczycić się taką intensywnością i objętością. Nagle przerwał pracę. Poczuł drżenie dłoni. Kilkusekundowe ostrzeżenie. Potem, nieznaczny, jeszcze niedostrzegalny dla Teresy, skurcz mięśni twarzy. Odwrócił się profilem. Pragnął jak najdłużej ukrywać prawdę. Powoli mieszał barwy, by oddać wiernie delikatność i bladość skóry. Dotknął pędzlem płótna. Tak, to był ten odcień. Jedynie wytrawne oko artysty dostrzeże pozorność bieli. Padające pod odpowiednim kątem światło odsłoni wielowymiarowość koloru. Kolejny gwałtowny skurcz. Pędzel spadł na podłogę. Teresa spojrzała, unosząc brwi. Źrenice jej oczu zwęziły się, ukazując niespotykaną barwę tęczówki. Podjął wyzwanie. Chwycił nowy pędzel, wycisnął na paletę niewielką ilość zieleni. Dodał nieco…