Inne · 2 min czytania
Posłaniec Beznadziei
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„ Posłaniec Beznadziei ”
Ostatni, niewdzięczny, zagłodzony przypadek Namiastka szczęścia, co w nadziei upadła ramiona W zaułku ulicy ukrywa swe upadłe oblicze W cieniu toczącego się życia, powoli smutkiem kona
Wychodzi ze swego wnętrza, gdy ciemno jest, gdy nikt go dostrzec nie może Pokracznym sumieniem skrada się wśród zawilgłych murów Widzi więcej, czuje mocniej, wie, że wszystko skończone To umarłe miasto gaśnie w płomieniach bólu
Mija ich wszystkich, straconych, zapitych, zbyt słabych Oddechem śmierci napełnia swe gorzkie płuca Pluje jadem nieśmiertelności bożej Lecz trafia w pustkę, w bez ludzkie kłamstwo uczucia
Jak co dzień do studni ducha zmierza Tuląc się w miasta bramy, w splamione krwią ulice Coraz bliżej i głębiej, i bliżej... czuje woń zapłaty Znowu swemu Panu, duszy swej niesie życie
W czerwonym piekle spotkań oddaje, czego Ten pragnął Wyrzuca z siebie wszystko, co nocą zdołał zgromadzić Wyrywa swoje wnętrze, ogniem…