Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 11 min czytania

Potwornie upalna noc

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Potwornie upalna noc. Noc kiedy wszystko co wydaje się nam, że istnieje w naszej głowie, staje się rzeczywistością. Kiedy rzeczy, o których nie mieliśmy dotąd pojęcia, zyskują miano tych najważniejszych na świecie. I gdy ludzie, których znamy zaczynają nas przerażać. Noc nie taka z krwawego horroru po północy, raczej ta z pełnego namiętności romansu. Nasze marzenia i koszmary senne zlewające się w jedną całość i tworzące coś na rodzaj kleistej mazi spływającej po ścianie. Nasze plecy zlepione ze sobą, przylepione do koszulki, która miała nas chronić, ale nie zrobiła kompletnie nic. Nasze spocone spojrzenia zdolne by zabijać za jakiekolwiek słowo sprzeciwu. Jedna z tych nocy, które zapadają w pamięć, a kiedy już tak się dzieje trudno się od nich uwolnić. Głośna muzyka. Muzyka, która przytłacza wszystkie racjonalne myśli, która za nas cierpi, płacze, śmieje się i wykrzykuje nasze własne słowa. Podąża za nami wszędzie, odgaduje nasze najskrytsze myśli, zdania wyrwane z kontekstu, nie wypowiedziane wprost. Dźwięki, które zagłuszają teraźniejszość, wyciszają przeszłość. Suma naszych płynów ustrojowych wydobywających się z każdego skrawka naszego ciała. I ten zapach sprawiający, że odechciewa się oddychać. Mieszanka potu, śliny i zastygłych gdzieś w pobliżu alkoholowych wymiocin.

Czy zastanawiałaś się kiedyś nad najbardziej odrażającym zapachem świata?

Ale to coś więcej niż odór wypełniający powietrze po brzegi. To woń wielkiego świata. Takiego, o którym inni tylko marzą. A później już tylko wódka, piwo, wódka, piwo, wódka. Chociaż mama zawsze powtarzała, że nie miesza się alkoholi. Ale to nam zrobi dobrze, zobaczysz. Przecież wszystko będzie dobrze.

Czy mówiłam ci już, że ja upijam się na smutno?

Dama nie powinna tyle pić, nie powinna tracić panowania nad swoim ciałem. A ja już sama zapomniałam gdzie jest moje własne ciało. Może kiedyś je znajdę jeśli mi się poszczęści w życiu. A jeśli nie to też niewielka strata. Huk okien, wybijanych szyb. Samochodów pędzących prosto przed siebie, niekiedy trzęsących się na boki w rytmie techno. Ludzie spacerujący bez celu to w jedną, to w drugą stronę. Wreszcie jakaś ckliwa ballada o miłości. Dopóki śmierć nas nie rozłączy... Na dobre i na złe... M jak miłość. Wychodzę na balkon, bo moja głowa zaczyna nie wytrzymywać napięcia. Zaczyna wmawiać mi kompletne bzdury, a ja pragnę tylko jak najszybciej się od niej uwolnić. A może uciec od świata? Ludzie dalej pulsują w tą i z powrotem., wgniatając w dywan resztki dzisiejszych przekąsek i soków żołądkowych. Siarczyta woń potu podąża razem z nimi w tym ich wspólnym narkotycznym transie. Wychodzę na balkon i zaczynam normalnie oddychać. Nocne parne powietrze nastraja mnie optymistycznie. Przewieszam się przez barierkę i patrzę w dół. Powieki są takie ciężkie, że z trudem podnoszę je i opuszczam, aby móc cokolwiek dojrzeć. Ulica odbija mi się tysiącem świateł i światełek, coś w kolorze pomarańczowym, albo może ceglastoczerwonym. Wydaje się nadzwyczaj jasna, przestronna i bezpieczna. Ktoś coś do kogoś krzyczy w obcym mi języku. W języku, którym posługują się tylko trzeźwi i rozumni ludzie. Zakochani w tych zawiłych określeniach, uściśleniach, rozbudowanych skrajnie epitetach. Mówiący językami swoich matek i sióstr. I nieżyjących ojców lub braci, dumnych ze swojej ojczyzny, z gospodarki i kursu euro. Ile bym dała za choćby łyk nikotyny, jasną, tłustą smużkę dymu unoszącą się gdzieś w obłokach. Noc ma smak gwieździstego nieba i księżyca w pełni. Noc ma smak papierosów LM’ów niebieskich, albo Malboro. Kapitalistycznych fajek klejonych gdzieś na dalekim wschodzie, gdzie słońce nigdy nie zachodzi, a robotnicy w ogromnych fabrykach nigdy nie przestają pracować. Noc smakuje zupełnie jak jego uśmiech dostrzeżony gdzieś w tramwaju, a później powielany już tak często, do granic śmieszności i dobrego smaku. I przypominam sobie swój okropny dzień, kończący się właśnie tym huczącym kłębowiskiem nieznanych mi postaci. I moje całe życie przewija mi się jak taśma filmowa, albo lepiej jak rolka toaletowego papieru. Przypominam sobie swoje lewicowe poglądy, swoją dziwną wizję świata, utopię swoich pomysłów i życiowych planów. Powtarzając wciąż „dlaczego moje życie jest takie beznadziejne?”. Oto jest twoja odpowiedź, oto twoja wódka, twoje posklejane włosy, twój nieświeży oddech. Jakiś obcy balkon w obcym mieszkaniu. Obca impreza, obca muzyka, obcy ludzie.

Jesteś dziś jakaś nieswoja, obca?

Wtedy ze sterty pomiętych kolorowych czasopism wyłania się ona. Kolanem popycha stare balkonowe drzwi, wbudowane tu zapewne za Gierka i dożywające dziś swojej mentalnej emerytury. Cudowne drzwi marki „drzwi”, z czasów kiedy dzieciaki na podwórku nie latały jeszcze w adidasach, najkach i pumach. A ona pomimo wszystko siada gdzieś obok mnie, trudno stwierdzić na czym.

Czy ty też kiedy jesteś doszczętnie zalana nie potrafisz wychwytywać takich szczegółów?

Ona siada i częstuje papierosem. Jak wiadomo od takich spraw zaczynają się największe przyjaźnie, zdolne przetrwać lata. W końcu mam swoją chwilę przyjemności i mimo że nie jestem najzupełniej trzeźwa, zaczynam myśleć bardziej racjonalnie. Tylko co oznacza twoim zdaniem racjonalność, bo ja już się w tym gubię. Zaciera mi się granica pomiędzy fikcją i rzeczywistością. A mama zawsze powtarzała, że od czytania książek popsuje mi się wzrok. Można powiedzieć, że czuje się mentalnie wykończona, najchętniej poszłabym już spać.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%