Melodramat · 5 min czytania
Powiązani
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Jesteś dziwny - rzuciła odpinając zapięcie od zegarka. Skonsternowana zawiesiła spojrzenie nad moim ramieniem. Byłem pewien, że na nic konkretnego nie patrzy. Zamyśliła się. Nawet nie ma takiego wzoru proporcji, żeby oszacować, gdzie właściwie znalazła się w tym momencie. Jej usta wypalały mi rumieńce tuż pod oczami. Byłem pewien także, że wkradł mi się lekki uśmiech. Czy był tylko wyimaginowany ciężko było określić, bez lusterka. Podałem jej łyżeczkę. Chciałem by te usta odbiły się w przeźroczu. Mogły być nawet skażone kroplami kawy. Miałem… a właściwie musiałem zgodzić się na tylko tego typu obcowanie z nimi. - Niemniej jednak doszukuję się w tej wypowiedzi dozy sympatii. - Rozpaczliwie szukasz aprobaty teraz, czy kpisz? Spojrzałem przenikliwie w jej oczy. Chciałem dostrzec gdzieś w nich podpowiedź, czy chociaż jestem na dobrej drodze. Zapach kawy, kwiatów, jej włosów… Odpłynąłem. …Chwytałem ją za rękę, wstawaliśmy, robiło się coraz goręcej, ciszej, subtelniej, markotniej, ciemniej, bliżej, w szeptach, w źrenicach… o jaaa, gdzie mnie ciągniecie myśli w zaprzęgu Morfeusza? Oblizałem się, natychmiast po przełknięciu pierwszego łyka. <a takie zagrywki to sobie możesz schować>. - Rozpacz to ostatnie z czym mi się kojarzysz. - Wolałabym nie wiedzieć, co jest pierwsze. Myślę, że dzięki temu będę spała spokojniej. ‘Jaka ona jest silna’ widniało na transparencie, chmurce, którą mój umysł przekonwertował w wyobraźni na ścianie zaraz za nią. Coś jednak wisiało w powietrzu. Jakieś niepisane napięcie. Tak jakby gdzieś w tle, powoli, grał kontrabas. A w przeciwległym narożniku lekko rozbijał się werbel. Prawie niedosłyszalnie. ’Ile bym dał, żeby móc choć raz spróbować tych ust’. - Kusisz mnie, ale jednak mam jeszcze trochę samokontroli. - Tak ci się tylko wydaje. Możesz być nawet najmniej świadomy swojego obecnego stanu ale nie zmienia to faktu, że jesteś żałośnie we mnie zauroczony. Jak zwykle, z pełną premedytacją i nieziemską dozą dosadności sprowadziła mnie do parteru. Przyparty do…