Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 6 min czytania

Powroty - fragment

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przedstawiam fragment wyrwany z trzewi czegoś, co mam nadzieje będzie powieścią. Pracuję w pocie czoła, kiedy tylko mam czas. Lecz tak się składa, że nie należę do tych, co potrafią pisać od początku do końca. Z tego też powodu, powieść nie ma jeszcze pierwszego rozdziału i stanowi mały chaos. Niemniej zapraszam do lektury i liczę na waszą dogłębną i bezlitosną krytykę :)

- Żałuję, że się w ogóle urodziłaś! - krzyknęła matka zbiegając po schodach. Jola stała jeszcze chwilę przy drzwiach, potem zamknęła je z trzaskiem. Podeszła do okna. Padał deszcz. Pierwszy majowy, tej wiosny. Tej przeklętej, przepięknej wiosny… Po chwili wszystko płakało razem z deszczem.

Wczoraj i przedwczoraj wydawały się już tak odległe. A przecież zdecydowały o jej być, albo nie być. Przypominała sobie minuta po minucie to, co się zdarzyło. I nie wiedzieć czemu, czuła się tak, jakby czytała jeden z rozdziałów encyklopedii „ Mówią wieki”.

Przedostatniego wieczoru spóźniła się. Wróciła pół godziny po czasie. Trochę nagięła narzuconą godzinę dwudziestą drugą. Nadgryzła z niemałą rozkoszą, kazda minutę traktując jak dar niebios. Ot, niby nic… Czekali. Podpici. Ojciec zerwał się z fotela i zagrodził jej drogę. Sapał i śmierdział. Jak gorzelnia w okresie wzmożonej produkcji. Matka leżała w łóżku. Chyba czuła, co się za chwilę stanie, bo odwróciła się plecami. Udawała brak zainteresowania. A może nie udawała. Może po prostu jej to nie obchodziło. Jola podświadomie wyczuła, że zachowywali się tak, jakby wcześniej ustalili scenariusz rozmowy. Przesadzasz, niby czemu mieliby to robić - pomyślała. Jednak jej ciało zareagowało zgoła inaczej. Narastający strach wycisnął zimne krople potu na karku. Potoczyły się po plecach, niczym głazy. Nie było czasu na reakcję. Na odwrót. - Gdzie się włóczyłaś!? Co Ci powiedziałem!? - Ryknał - Przepraszam, zasiedziałam się... - Co się kurwa zasiedziałaś!? - Przecież mówiłam, że się będziemy uczyć... - Co mówiłaś!? Nie rób, kurwa, ze mnie debila! –wrzeszczał i pluł. Bała się sięgnąć ręką do twarzy, żeby nie wprawić go w jeszcze większa furię. Głos, dziwny doradca z otchłani podpowiadał: Ogranicz gesty. Bądź jak posąg. Zdaj się na instynkt. Wtedy odpuści. Jakoś przetrwam – pomyślała. - Mówiłam mamie... - Co mamie? Nie pyskuj powiedziałem! - Ale tato?! - Stul kurwa ten niewyparzony pysk! - Ok. Przepraszam – powiedziała cicho i spuściła głowę. Teraz! Postanowiła ominąć ojca, wejść do pokoju i zamknąć drzwi. W ten sposób zakończyć awanturę. Zrobiła krok do przodu. - Co przepraszam, gówniaro? – Zamachnął się na zarys kości policzkowych obleczonych jędrną od kolagenu skórą. Uderzył. Złapał za koszulę. Szarpnął. Klatka po klatce niemego, czarnobiałego, bezbronnego filmu, pominiętego w kolejce po technikolor. Upokorzonego zakurzoną półką, zatopioną w zatęchłym, zjełczałym, nieruchomym powietrzu archiwum wytwórni filmowej. Instynkt zawiódł. Nie było czasu na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Powroty - fragment — czytnik · opowiadania