Przyjaźń · 3 min czytania
pożegnanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spojrzałem w dół, wychylając się z okna... Był ciepły wrześniowy dzień, przyszedłem wcześniej z pracy i wchodząc do klatki znów Go minąłem. Nigdy nie mogłem mu spojrzeć prosto w oczy. Unikał tego jak ognia…
Wciąż tam był… Grabił te swoje liście z niezwykłą precyzją i spokojem. Robił to perfekcyjnie, kiedyś dłużej niż godzinę obserwowałem jego pracę. Dzielił teren na kwadraty o długości około 2m. Jego ruchy były płynne, raz z jednej strony, następnie z drugiej, pod kątem 90°. Nosił ciągle te same ubrania i wzbudzał coraz większa ciekawość. Nie byłem jedyną osobą, która zadawała sobie pytania, skąd ten człowiek jest?, dlaczego akurat tutaj?..
Pamiętam doskonale kiedy się pojawił. Wracałem jak zwykle z pracy o 16:30, sięgając do kieszenie po klucz, usłyszałem kogoś, kto schodził z wyższego piętra. Pojawił się On, zarośnięty, ze spuszczoną głową, tylko zerknął przez ułamek sekundy na drzwi mojej sąsiadki. Mimo całej jego skrytości wzbudził we mnie pozytywne odczucia. - Dzień dobry – powiedziałem, odpowiedział skinięciem głowy, przecierając ciepło czerwone jabłko o swoją kurtkę w khaki. Tak! To było wtedy. Od tamtej pory widuje Go codziennie, siedzącego pod drzewem, grabiącego…