Filozofia · 4 min czytania
Prawdziwe życie wg Nas?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nocą zamknięty pokój staje się wielkości moich oczu. Ale wciąż jest zbyt duży bym mogła wziąć go w dłonie i wciąż zbyt mały, żeby się do niego przytulić. Otwieram okno, witam się z mrocznym przeciągiem, który delikatnie wgryza się w zużyte serce upadającej coraz niżej dziewczyny. Jakie to życie jest banalnie niebanalne. Wystarczy jeden nieznaczący ruch by leżeć samotnie na zakrwawionej podłodze, a miliony myśli, słów, a przede wszystkim czynów, żeby móc poczuć, czym naprawdę jest szczęście, choć i tak, przynajmniej ja, nigdy nie będę miała tej błogosławionej okazji. Podobno nikt jej nie ma, ale to mnie nie obchodzi. Nie patrzę na świat z punktu widzenia wszystkich przechodniów w tej samej sekundzie śpieszących się ruchliwą Marszałkowską. Mogłabym być kimś lepszym, tylko nigdy nie będę. Płaczę, bo to mnie przeraża. Nie zaklepałam sobie miejsca w tłumie, może i dobrze, ale skąd mam wiedzieć jak tam jest skoro bezustannie tkwię między czterema ścianami wielkiego, luksusowego domu? Byłam kompletnie załamana, nikt ani nic nie mogło, nawet nie chciało, mnie pocieszyć. Kilkanaście razy sięgałam po komórkę. Chciałam do kogokolwiek zadzwonić, choćby wróżki Kasandry, Wojtka lat czterysta trzy, albo na seks telefon. Ostatki umierającej nadziei wołały; za chwilę usłyszysz słodką melodię polifonicznego dzwonka, zobaczysz, życie jest przewrotne. Powiedziałabym, że raczej było. Godzinę później tę samą bajkę powtarzałam z najostrzejszym u mnie w domu nożem kuchennym, lecz nie kilkanaście razy, a kilkaset. Pierwsze samobójstwo zwykle bywa trudniejsze, niż niewiadomo która z kolei próba kompromitacji. Dzisiaj zastanawiam się, co by było gdyby rodzice wrócili wcześniej. Może nie znaleźliby martwego ciała swojej córki, nie zobaczyli na stole opakowań po silnych lekach, ani ulubionego wazonu babci