Wróć do katalogu

Prawdziwe życie wg Nas?

O destrukcyjnej egzystencji, bezsilności, niespełnionych marzeniach, poszukiwaniu sensu i jakiejkolwiek nadziei.

DestrukcyjnaPanienka, opublikowano , 4 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nocą zamknięty pokój staje się wielkości moich oczu. Ale wciąż jest zbyt duży bym mogła wziąć go w dłonie i wciąż zbyt mały, żeby się do niego przytulić. Otwieram okno, witam się z mrocznym przeciągiem, który delikatnie wgryza się w zużyte serce upadającej coraz niżej dziewczyny. Jakie to życie jest banalnie niebanalne. Wystarczy jeden nieznaczący ruch by leżeć samotnie na zakrwawionej podłodze, a miliony myśli, słów, a przede wszystkim czynów, żeby móc poczuć, czym naprawdę jest szczęście, choć i tak, przynajmniej ja, nigdy nie będę miała tej błogosławionej okazji. Podobno nikt jej nie ma, ale to mnie nie obchodzi. Nie patrzę na świat z punktu widzenia wszystkich przechodniów w tej samej sekundzie śpieszących się ruchliwą Marszałkowską. Mogłabym być kimś lepszym, tylko nigdy nie będę. Płaczę, bo to mnie przeraża. Nie zaklepałam sobie miejsca w tłumie, może i dobrze, ale skąd mam wiedzieć jak tam jest skoro bezustannie tkwię między czterema ścianami wielkiego, luksusowego domu? Byłam kompletnie załamana, nikt ani nic nie mogło, nawet nie chciało, mnie pocieszyć. Kilkanaście razy sięgałam po komórkę. Chciałam do kogokolwiek zadzwonić, choćby wróżki Kasandry, Wojtka lat czterysta trzy, albo na seks telefon. Ostatki umierającej nadziei wołały; za chwilę usłyszysz słodką melodię polifonicznego dzwonka, zobaczysz, życie jest przewrotne. Powiedziałabym, że raczej było. Godzinę później tę samą bajkę powtarzałam z najostrzejszym u mnie w domu nożem kuchennym, lecz nie kilkanaście razy, a kilkaset. Pierwsze samobójstwo zwykle bywa trudniejsze, niż niewiadomo która z kolei próba kompromitacji. Dzisiaj zastanawiam się, co by było gdyby rodzice wrócili wcześniej. Może nie znaleźliby martwego ciała swojej córki, nie zobaczyli na stole opakowań po silnych lekach, ani ulubionego wazonu babci

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych