Zbrodnia · 7 min czytania
Prawo Dżungli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
PRAWO DŻUNGLI
- Zrobisz to? - Nie wiem. – odparła kobieta o jasnych włosach. Jej oczy wpatrywały się w martwy punkt gdzieś na środku blatu kuchennego. - Słuchaj no, przecież to normalne. Zabijanie jest prawem natury. Przetrwa silniejszy. - Nie wiem, nie mogę. Nie mam odwagi. - No wiesz, zawsze możesz zlecić to komuś innemu. Najlepiej jakiemuś mężczyźnie. Oni nie są tacy wrażliwi. Jasnowłosa kobieta wstała i spojrzała przez okno na podwórze. Odwróciła się po chwili. Delikatne światło wpadające przez szyby oświetliło jej blade policzki. - Dolać ci herbaty? - A wiesz, możesz dolać. Całkiem smaczna. Gospodyni kiwnęła głową potakująco. Odgarnęła włosy za ucho, jeden kosmyk bezwładnie dryfował w powietrzu. - Zaraz będzie autobus, więc lepiej się już szykujmy. - Muszę jeszcze kupić chleb i masło. – powiedziała kobieta zaglądając do lodówki. Po kilku minutach obie wyruszyły na przystanek. Okazało się, że ktoś wyrwał tabliczkę z rozkładem jazdy, tak „ku uciesze gawiedzi”. Ciemnowłosa na szczęście znała go na pamięć. Chwilę później, pędzony ognistym podmuchem czarny rumak zatrzymał się tuż przed czekającymi kobietami. Ślepia zwierzęcia uderzały piorunującym, czerwonym blaskiem. Parsknął z gniewem, a z jego nozdrzy wydobył się płomień pozostawiający obłok szarego dymu. Wrota otworzyły się z hukiem. Zagrzmiało, buchnęło. Zza kłębów duszących oparów wyłoniła się głowa kierowcy. Spojrzał na kobiety demonicznym wzrokiem. Zaczęło się odliczanie. Ciemnowłosa wskoczyła szybko na schody: - Szybciej! Zaraz odjedzie! W ostatniej chwili Jasnowłosa zdążyła złapać dłoń koleżanki i podciągnąć się do środka. Otrzepały się z pyłu. Ciemnowłosa spojrzała na kierowcę: - Dwa do Oszołoma. Stare babki siedzące na fotelach spojrzały pogardliwie na nowe towarzyszki podróży. Nie było już miejsc. Pasażerowie patrzyli na kobiety wysuwając czerwone, rozdwojone języki. - Ssss…. Sss…. – ściany autobusu zdawały się pochłaniać ich gadzie myśli. - Cukierka? – zapytała uprzejmie babka w kremowym szalu. - A chętnie, a jakie to? – odparła Jasnowłosa. - Wieloowocowe. – babka uśmiechnęła się szerzej niż pozwalała jej na to elastyczność jej pomarszczonej twarzy. Jasnowłosa wzięła go do buzi i poczęła ssać z nieodpartą przyjemnością. Cukierek dobry, smaczny, życzliwy, ze szczerego serca. Cukierek o smaku zabawienia. Nagle utknął jej w gardle i zaczęła charczeć, krztusić się jak stary gruźlik. Jej twarz przybrała barwę jagodowego jogurtu. Ciemnowłosa prędko poklepała ją po plecach i uratowała bidulkę. Wtedy babka spojrzała na nią z uśmiechem: - Zapomniałam życzyć smacznego. Kobieta szybko odzyskała równowagę i złapała za stalowe jelito u sufitu. Jechały, jechały i jechały. Wreszcie dojechały. Rumak zarżał przeraźliwie i zatrzymał się robiąc przy tym wielki hałas. Ludzie w zwątpieniu przemierzali miasto. Niektórzy wyglądali na przemęczonych. Inni, z bladymi twarzami przypominali gnijące wewnętrznie truposze. Przed oczami dziewcząt ukazał się ogromny placek polany betonową polewą. Na środku tego placka stał budynek z metalowego wafla. Na waflu widniał napis „OSZOŁOM”. Wewnątrz walało się tu i ówdzie ludzkie mięsko – pozostałości po…