Inne · 12 min czytania
PRÓBA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jechałem taksówką. Bardzo się spiesząc, wciąż nerwowo zerkałem to na zegarek, to znów za szybę. Samochód zahamował przed skrzyżowaniem. Zobaczyłem, jak przez ulicę szybko przechodzi niewysoka, szczupła kobieta o kulach. Kombinowałem- obmyślić jakiś plan działania i wysiąść tutaj...ale nic mi nie przychodziło do głowy. Samochód ruszył z miejsca i pomknął dalej.
Niespełna rok później przechodziłem koło przystanku w zupełnie innym miejscu i znowu ją zobaczyłem. W tej samej bluzce, w tej samej spódnicy pod kolano, z plecaczkiem na ramionach i reklamówką w ręku. Stała obok słupka przystankowego i cały czas lekko obracała się raz w prawo, raz w lewo. Z lekka przestawiała kule, przestępując tak na swojej jednej nodze. Zgoła niemodny pantofel na niskim obcasie, wyraźnie nie pierwszej nowości. Zatrzymałem się, jakbym też oczekiwał środka lokomocji. Leniwie zlustrowałem otoczenie. Zmierzyłem ją wzrokiem, niby bez szczególnego zainteresowania. Zapaliłem. Ona- nadal w ten sposób lekko się huśtała, na szczęście nie spoglądając na mnie. Jeden za drugim podjeżdżały autobusy i trolejbusy. Starałem się dociec, jakiego oczekuje. Wreszcie zrobiła krok do przodu, jeszcze raz przestawiła kule, szykując się do wejścia. Nadjechał trolejbus. Skierowała się ku przednim drzwiom i weszła. Ja zmieszałem się z tłumem wchodzącym środkowymi. Nie bardzo było możliwe przejść do przodu. Kiedy mi się to wreszcie udało, patrząc przez ramiona stojących pasażerów, zobaczyłem jej głowę. Siedziała. Teraz mogłem przyjrzeć się jej twarzy. Wiek z wyglądu nie dziewczęcy, ale młodsza ode mnie. Z oczu nie wyzierała może inteligencja górnego lotu, ale głupimi też ich nie można było nazwać. Ogólnie żadnego wielkiego wrażenia. Wreszcie wstała i wsparła się o kule. Tłum zafalował, trolejbus przyhamował na przystanku. Niezbyt zwinnie przecisnęła się do wejścia. Ja również. Kiedy wyszedłem z trolejbusu, ona- szła już gdzieś. Stanąłem, zamyśliwszy się przez moment i nie spiesząc się, ruszyłem za nią. Torba z zakupami uderzała o kulę, co podsunęło mi myśl, jak z nią zagadać. Doszedłem do niej i uśmiechnąwszy się, zapytałem: -Czy życzy sobie pani pomocy? Kobieta zatrzymała się, przyjęła wygodniejszą pozycję, popatrzyła na mnie: -Kiedy mnie nie jest ciężko. -Wiem, że może nie ciężko, ale na pewno niewygodnie- wciąż szczerze uśmiechałem się do niej. -No tak, nie za bardzo wygodnie. To był wyraźny znak, by wziąć od niej reklamówkę. Jeszcze raz zakołysała się na kulach i ruszyła do przodu. Przedstawiłem się. Zmierzyła mnie szybkim spojrzeniem i powiedziała, że ma na imię Luda. Zamieniliśmy jeszcze kilka słów, z których wynikało, że mieszka tuż obok za rogiem, ale najpierw musi iść do sklepu. Teraz rozpoznałem to skrzyżowanie, na którym zobaczyłem ją w zeszłym roku. Sklep był na podwyższeniu- pięć schodków, zniszczonych, wychodzonych przez całe pokolenia klientów. Wchodząc, uważnie patrzyła w dół, starając się stawiać kule i nogę na środku każdego stopnia, ale na trzecim albo czwartym-kula omsknęła się. Chwyciłem ją, przytrzymałem przez kilka sekund, dopóki nie odzyskała równowagi. Postała tak jeszcze chwilę, znów popatrzyła na mnie i podziękowała. Otworzyłem jej drzwi. Kupiła kilka artykułów, wziąłem je do rąk. Podeszła do wystawowego okna, oparła kule o ściany i zdjęła plecaczek. Bez kul nie stała pewnie, cały chwiała się na swojej drobnej nóżce, z pewnym trudem utrzymując równowagę. Pomyślałem, że nogę musiała stracić niedawno i jeszcze nie przyzwyczaiła się do swojej nowej sytuacji. Pomogłem jej spakować plecak i założyć na ramiona. Znowu zakołysała się na kulach i wyszliśmy ze sklepu. Mieszkała rzeczywiście niedaleko. Kiedy zaproponowałem, że zaniosę jej zakupy do domu, nieoczekiwanie zgodziła się- chociaż zazwyczaj takie kobiety krępują się pokazywać nieznajomemu mężczyźnie, kiedy wchodzą po schodach. Mieszkała na trzecim piętrze. Dom był stary, schody dość strome i wysokie. Wejście zajęło dość dużo czasu, zwłaszcza, że przystawała na każdym piętrze. Wreszcie doszliśmy do celu. -Chciałbym się z panią jeszcze spotkać. -Dlaczego? -Nie będę ukrywał, że spodobała mi się pani. -Jestem mężatką. -A dlaczego mąż nie pomaga pani w zakupach? -Jest kierowcą, teraz jest w trasie. -To znaczy, że pani odmawia? Luda zamilkła na chwilę zmieszana, a potem powiedziała: -Niech będzie, proszę zapisać mój telefon. Po kilku dniach, kiedy znów miałem wolny czas- zatelefonowałem. Luda powiedziała mi, że właśnie szykuje się do wyjazdu na drugi koniec miasta. Zaproponowałem, że spotkamy się i odprowadzę ją kawałek. Przez moment milczała, po chwili się zgodziła. Dość szybko doszedłem pod jej dom, ale jej nie było. Po pół godzinie czekania zadzwoniłem, ale powiedziano mi, że dawno wyszła. Po kilku dniach znowu zatelefonowałem. Luda przeprosiła, że nie mogła wtedy zaczekać, bo bardzo się jej spieszyło. Znowu umówiliśmy się pod jej domem na wieczór.
Wieczorem zaczęło padać. Postałem w bramie naprzeciwko, wypaliłem kilka fajek, ale nie zjawiła się. Niezbyt mi się to spodobało, więc chciałem dowiedzieć się, co się stało. Wszedłem na trzecie piętro i zadzwoniłem do drzwi. Otworzył mi jakiś facet w starych pepegach i pomiętym podkoszulku. Dowiedziawszy się, kogo szukam, wycofał się szybko znów za drzwi. Upłynęło nieco czasu; tyle, by wystarczyło obejść dom trzy razy. Wreszcie usłyszałem stukanie kul- to Luda wyszła na plac. Ubrana była w długi prawie do ziemi płaszcz, kiedyś biały, ale teraz cały w różnych plamach. Na nodze miała duży, ciepły domowy pantofel. Zamknęła za sobą drzwi, zachwiała się na kulach.