Przygoda · 4 min czytania
Prolog - roz. 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wybiła godzina dziewiąta. Na przystani zebrało się kilkunastu mężczyzn. Niektórzy zasłaniali swoje twarze kapturami palt. Najwidoczniej jedyna dziewczyną, a zarazem kobietą była Adela. Stała razem z Samuelem przy stercie pustych skrzyń. - Nie-e widzę tu-u żadnej innej panny – wyjąkała, związując swoje włosy brązową gumką i wciskając kucyka za kołnierz płaszcza. - Lepiej nic nie mów – wyszeptał młodzieniec, zarzucając gwałtownym ruchem kaptur palta na głowę Adeli. Dziewczyna przygryzła nerwowo wargę. Myślała tylko by odburknąć chłopakowi, lecz jedynie uszczypnęła go w ramię. - gorąco mi – zapiszczała. - Wytrzymaj. Już chyba widzę Maksyma Grota, który organizuje tę wyprawę. Przeszedł koło nich wysoki, potężnej postury mężczyzna. Twarz jego zdobiły liczne blizny. Ubrany był w wytarte i wyświecone spodnie oraz nie starannie wyprasowaną koszulę. - Wszyscy, którzy chcą wziąć udział w ściganiu się o „złotą strzałę” mają udać za mną! – krzyknął do tłumu mężczyzn. Wszyscy ruszyli za Maksymem. To samo uczynili Samuel i Adela. W powietrzu unosił się kusz wywołany przejściem kilkudziesięciu stóp. - To jest statek, którym mam was dowieźć do wyspy, gdzie odbędzie się rywalizacja. Ale zanim tam dopłyniemy przypominam starym bywalcom – odparł, spoglądając na wybranych mężczyzn. – i nowych ochotnikom, że zabronione jest atakowanie swoich rywali zanim dotrzecie do Serca. Mam nadzieję iż wyraziłem się dostatecznie jasno. A teraz wsiadajcie bo już jestem spóźniony. Na pokład weszli wszyscy członkowie wyprawy. - Na co ja się zgodziłam – odparła przerażona Adela. - Sama chciałaś tej podróży. - Ale dlaczego statkiem?
***
***
Następnego dnia w południe statek dopłynął do brzegu wyspy. Wszyscy ochotnicy wybiegli z łajby jak stado rozwścieczonych byków. Samuel zauważył, ze ci sami mężczyźni, którzy do niedawna niecierpliwie czekali na tą chwile stali się bestiami gotowymi zmieść wszystko z powierzchni ziemi by tylko zwyciężyć. Maksym…