Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 10 min czytania

Prosty układ

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

PROSTY UKŁAD

Tak to zwykle jest. Trochę dymu, trochę ognia, kilka słów rzuconych nieopatrznie w przestrzeń, która spłaszcza wszystko, choć zdawałoby się, że jeszcze niedawno przyjmowała każdą wybrzmiałą nutę, każdy jęk i żal. Wystarczy zebrać kilka pasujących do siebie elementów, drogowskazów losu, kilka kanciastych brył łączonych ze sobą na zasadzie skojarzeń, błędnych czy też nie, to nie ma znaczenia. To miał być prosty układ. Takie układy zawsze są proste, a ich prostota wymaga tyle wysiłku, tyle zachodu, że tragiczny koniec staje się w tym przypadku nieodzowny, zaprogramowany już od samego początku. Zawsze wkrada się jakiś popłoch między którąś ze stycznych, prędzej czy później rozkrada drobiazgi, które miały być spoiwem, lepszym lub gorszym, to nie ma znaczenia. To był prosty układ. Układ pisany małą literą, byle bez patosu, byle błahostka ta nie urosła do rozmiarów zachmurzonego nieba, zaciemniającego kontury horyzontu, takie to przecież znajome, typowe dla ludzi, którzy kiedyś chcieli kochać. Ten mały układ składał się z mężczyzny i kobiety, co już zwiastuje pewne niebezpieczeństwa, komplikacje, wypaczenia. Zabawne, że to co naturalne, najbardziej sprzyja rozgraniczeniom, niesłychanemu rozprzężeniu, poważniejszemu niż wszystkie lęki filozoficzne świata i jego niewiadome.

Od pierwszej sekundy sprawa wygląda dramatycznie. Na początku zawsze jest mężczyzna, to niemal oczywiste, człowiek czy Bóg, ale jednak mężczyzna, co już prowokuje, determinuje dalszy ciąg opowieści. Ponoć w mężczyźnie tkwi ogromny potencjał twórczy, maleńkie drobinki światłości, zagubione, rozproszone po ciele zwartym i poszukującym doznania, dopełnienia. Tak mówią. Mężczyzna poznaje kobietę, kobietę piękną, zmysłową, ni to autentyczną, ni wymyśloną. Prawdziwe kobiety zawsze są takie jednowymiarowe, to trywialne, a historia miłosna nie może taka być, to po prostu niemożliwe. Pozostaje więc symbol kobiety – może niekoniecznie ideał, ale właśnie, w pewnym sensie, symbol. Kiedy oboje rozpoznają się w tłumie innych ludzi, ich krzyków, rozterek i zdrad, następuje przełamanie, zadzierzgnięcie nitki magii, która falą wpływa w pozornie gładką taflę codzienności. Ale to co nawiedziło dwoje ludzi, nieważne wymyślonych lub nie, zawsze odpływa, na końcu i tak pozostaje dwoje rozbitków na piasku, suchym, twardym, wyjałowionym piasku. Jakże to się zaczyna? Krótka historia wzlotów i upadków, kilka plam na szybie odbijającej obraz bez cienia, typowy dialog, pustynia znaczeń, nic szczególnego. Mężczyzna wchodzi do baru. Przez moment widać zarys jego postaci wtłoczony w kąty drzwi, światło wpadające do środka rozmywa się na jego ramionach okrytych niedbale płaszczem przeciwdeszczowym, choć na zewnątrz, w wymiarze zwykłej rzeczywistości, pogoda jest słoneczna. Mężczyzna wchodzi do baru, w którym panuje duszny półmrok. Pali papierosa przez co wygląda jeszcze bardziej męsko. Zaciąga się tuż przy wejściu, rozsnuwa dym i swą obecność, wpisuje się świadomie w gęstą przestrzeń pomieszczenia, kolejnym krokiem, kolejną decyzją, że przyszedł, że jest właśnie tutaj. Podchodzi do barmana, zamawia piwo, kupuje paczkę mocnych bez filtra i zapałki. Czekając na wypełnienie szklanki do zaznaczonej kreski, bawi się poplamioną podkładką. Odwraca się, słysząc nagły szelest. Przy dalekim stoliku siedzi ona, choć jego oczy jeszcze nie przyzwyczaiły się do ciemności, wie, przeczuwa, że to właśnie ona. Bierze więc piwo, uważnie, tak jakby nagle zimne piwo poczęło parzyć go w palce, podchodzi do stolika, ostrożnie, z gracją tresowanego niedźwiedzia, by nie spłoszyć tych złocistych refleksów, skaczących po paru kosmykach jej włosów. Przysiada się, choć podejrzewa, że ona drgnie, zastygnie w pozie zaprzeczenia siebie samej, by zaraz pochylić głowę w oczekiwaniu na słowo, jakie zaraz zaraz padnie, zmąci spokój, rozłoży się między nimi jak małe zwierzę, które być może ugryzie, być może jednak da się szybko przekonać, oswoić.

- Długo czekasz? - przerwana rozmowa sprzed lat dopominała się o jakieś zakończenie, choć może wcale nie oni ją kiedyś tam rozpoczęli. - Słucham? Ja na nic nie czekam. - To smutne, co mówisz. Każdy na coś czeka. Ty również. Zapomniałaś, że czekasz? - Być może nie chcę tego pamiętać. Długie czekanie w końcu nuży. Zmarnowane minuty, lata, życie... to nie jest piękny widok. - Ale ty jesteś piękna. Już ktoś pewnie ci to mówił. Może ja? Musisz więc czekać na tego, który będzie ci o tym przypominał. - Ona wstrzymuje oddech i nie ma pewności czy uda się jej wypuścić powietrze w ten sam sposób co zwykle, na ten sam świat, który jeszcze dziś rano wydawał jej się mdły i zniechęcający. - Nieustanne czekanie to nie jest dobry sposób na życie. - odpowiada, sącząc powoli wystygłą, słodką kawę z porcelanowej filiżanki o lekko posrebrzanych brzegach. - Nie ma dobrych sposobów na życie. Jest życie, które warto przeżyć, a jeśli nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%