Fantastyka · 4 min czytania
Przebudzenie cz. I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}Wstęp{/b} Każdy kolor pozostawiał za sobą lśniącą smugę. Czerwony mieszał się z białym, zielony z niebieskim, by zaraz połączyć się w jedność. Po chwili niemożliwe już było rozróżnienie poszczególnych barw, jasność opanowała wszystko. Rażąca światłość, otaczająca zewsząd, uniemożliwiająca otworzenie oczu. I tylko słyszalne bicie serca upewniało ją, że wciąż żyje. Że nadzieja jeszcze nie zgasła. - Pozwól mi – szepnął najjaśniejszy z kształtów. – Proszę… - dodane słowo nie było głośniejsze od westchnienia, mimo to, we wszechobecnej pustce, wydawało się krzykiem rozpaczy, ostatnią szansą potępionego. Niezdecydowanie też miało swój kolor. Ale był on tak nikły i niezauważalny, że prawie przezroczysty. Jednak nie w tym miejscu, świecie zawieszonym między wszystkimi innymi. Tutaj wyraźnie odrysował się na bieli, tworząc ciemną szramę w czystości. - Dobrze – odpowiedziała. I świat eksplodował.
{b}I{/b} A potem nastała światłość. Nie tak nieskalana, jak ta ze snów, nie tak doskonała, ale mimo to cudowna. Nagle zbezcześciły ją cienie, brudząc czystość i piękno otaczającego ją świata. Po chwili jakiś nieznany szum dobiegł do uszu, budząc do życia dawno nieużywane narządy. Niedługo potem przekształcił się on w nierozpoznawalne, chociaż znajome dźwięki. Jednak wszystko ponownie odpłynęło, tym razem pogrążając się w ciemności.
*** - Oddycha samodzielnie! Zdejmijcie jej to okablowanie – powiedział mężczyzna w białym kitlu. Nic więcej nie była w stanie zauważyć, ponieważ jej oczy dopiero przyzwyczajały się do realnego, niewyśnionego światła. Lekarz wychwycił spojrzenie i bacznie wpatrywał się w jej twarz, by po chwili być już pewnym, że dziewczyna