Filozofia · 3 min czytania
Przepraszam
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przepraszam
Zapalam oczy, nie widzę nawet ciemności, która mnie toczy. Żaden dźwięk nie wypełza z moich warg, tłamszę je, tłamszę, zagryzam nim wypluję ich szczątki, rozdrabniam, zagarniam pod kurz podłogi, tam giną sycząc. Wiem, że mnie śledzą, opowiadają mnie, szepczą, codziennie od początku, choć to krótka historia, zakończona porannym kacem, jakąś upodloną myślą, tanią zdzirą, koszmarem przemijania wciąż tego samego życia, w gorączce, w nasyceniu, którego próbuję, wciąż jeszcze smakuję, zlizuję, i oddaję na pośmiewisko kilku rozsypanych oczu. Staram się ciebie dosięgnąć. Nie wiesz tego? Nie wiesz? Nie czytasz tych gorzkich bzdur tak jak ja, w niedzielnej prasie, tego, czego zawsze brak, gdy rozlatuje się nasz mały domek, nasza miłość bez większych cierni, zadr, bez porywów, bez napinania nagich kości, aż do bólu, aż do wydarcia sobie ścięgien, prawdziwego dotyku. Martwię się, że nie jesteś przezroczysta. Ja chyba jestem. Rozluźniam uchwyt i dalej toczę się już sam, koło za kołem, po trzeszczących deskach, jak przechylona butelka, jak wszystko na opak, cokolwiek nawet. Nie zawsze cię widzę tak samo, czasem muszę słuchać jak chodzisz, jak stąpasz koło mnie cicho,…