Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 5 min czytania

Prześniedź - Rozdział 10

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przyspieszyła, gnana pragnieniem otwartej przestrzeni. Byle dalej od tej obcej dziury w powietrzu. Zarośla rozstąpiły się gwałtownie. Wypadli na polanę. Ulgi nie było.

To pomyłka. Las wyprowadził ich w zupełnie inne miejsce. Domy stały tam, gdzie powinny, ale cisza była tu inna. Nie leśna. To była stęchła cisza miejsca, w którym nikt już nie mieszka.

Maja ruszyła pewnie. Jakby po prostu wracała ze spaceru. Albert wlókł się z tyłu, całkowicie wyzuty z energii po utracie świetlistej kuli. Jego ciało poruszało się mechanicznie, jakby powietrze nagle stawiało mu ogromny opór. W sterylnej pustce osady jego szept zabrzmiał nienaturalnie blisko.

— Słabo mi... — marudził, wpatrując się tępo w ziemię. — Pusto mi.

Amelia pociągnęła go mocniej, sztywnym ruchem dłoni nakazując marsz.

Zatrzymała się przy domu o zielonych okiennicach. Farba odchodziła płatami. Ten kolor. Zieleń butelkowa. Coś w niej drgnęło. Obraz pod powiekami. Ostry, krótki błysk. Leniwe popołudnie. Pędzel w dłoni. Śmiech mężczyzny, który stoi na drabinie. Zapach rozpuszczalnika. Otrząsnęła się gwałtownie, potrząsając głową, żeby wyrzucić ten obraz. To nie jej wspomnienie. Nigdy tu nie mieszkała. To dom Branieckich. Oni nie mieli drabiny.

Kot wskoczył na cembrowinę studni i spojrzał w ciemność. Miał pozę, jakby zaraz zamierzał skoczyć. Odwróciła wzrok. Nie chciała wiedzieć, co czai się na dnie. Woda czy coś gorszego. Zdecydowanym ruchem wskazała kierunek.

Minęli pierwszy dom. Drzwi były uchylone. W środku stół. Zwyczajny, drewniany. Zerknęła mimowolnie. Tylko na chwilę. Na oparciu krzesła wisiał koc. W zygzaki. Brązowy i beżowy. Zatrzymała się. Znała ten koc. Drapał. Kiedy była mała, nienawidziła go. Gryzł w szyję. Zaraz. Jaka mała? Przecież to dom Zielińskich. Oni nie mieli takiego koca. Zosia miała koce w kratę. Zacisnęła powieki. Kiedy je otworzyła, koc zniknął. Został tylko cień. Zacisnęła dłoń na rękawie swetra Alberta, stanowczo ciągnąc go za sobą.

Drugi dom był zamknięty. W oknie wisiała firanka. Biała, z haftem. Wzór w maki. Czerwona nitka. Znowu to samo. Błysk w głowie. Igła przebijająca materiał. Palce matki. Kropla krwi na opuszku.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%