Prześniedź - Rozdział 10
Rozdział 10
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przyspieszyła, gnana pragnieniem otwartej przestrzeni. Byle dalej od tej obcej dziury w powietrzu. Zarośla rozstąpiły się gwałtownie. Wypadli na polanę. Ulgi nie było.
To pomyłka. Las wyprowadził ich w zupełnie inne miejsce. Domy stały tam, gdzie powinny, ale cisza była tu inna. Nie leśna. To była stęchła cisza miejsca, w którym nikt już nie mieszka.
Maja ruszyła pewnie. Jakby po prostu wracała ze spaceru. Albert wlókł się z tyłu, całkowicie wyzuty z energii po utracie świetlistej kuli. Jego ciało poruszało się mechanicznie, jakby powietrze nagle stawiało mu ogromny opór. W sterylnej pustce osady jego szept zabrzmiał nienaturalnie blisko.
— Słabo mi... — marudził, wpatrując się tępo w ziemię. — Pusto mi.
Amelia pociągnęła go mocniej, sztywnym ruchem dłoni nakazując marsz.
Zatrzymała się przy domu o zielonych okiennicach. Farba odchodziła płatami. Ten kolor. Zieleń butelkowa. Coś w niej drgnęło. Obraz pod powiekami. Ostry, krótki błysk. Leniwe popołudnie. Pędzel w dłoni. Śmiech mężczyzny, który stoi na drabinie. Zapach rozpuszczalnika. Otrząsnęła się gwałtownie, potrząsając głową, żeby wyrzucić ten obraz. To nie jej wspomnienie. Nigdy tu nie mieszkała. To dom Branieckich. Oni nie mieli drabiny.
Kot wskoczył na cembrowinę studni i spojrzał w ciemność. Miał pozę, jakby zaraz zamierzał skoczyć. Odwróciła wzrok. Nie chciała wiedzieć, co czai się na dnie. Woda czy coś gorszego. Zdecydowanym ruchem wskazała kierunek.
Minęli pierwszy dom. Drzwi były uchylone. W środku stół. Zwyczajny, drewniany. Zerknęła mimowolnie. Tylko na chwilę. Na oparciu krzesła wisiał koc. W zygzaki. Brązowy i beżowy. Zatrzymała się. Znała ten koc. Drapał. Kiedy była mała, nienawidziła go. Gryzł w szyję. Zaraz. Jaka mała? Przecież to dom Zielińskich. Oni nie mieli takiego koca. Zosia miała koce w kratę. Zacisnęła powieki. Kiedy je otworzyła, koc zniknął. Został tylko cień. Zacisnęła dłoń na rękawie swetra Alberta, stanowczo ciągnąc go za sobą.
Drugi dom był zamknięty. W oknie wisiała firanka. Biała, z haftem. Wzór w maki. Czerwona nitka. Znowu to samo. Błysk w głowie. Igła przebijająca materiał. Palce matki. Kropla krwi na opuszku.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Anolinka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…