Przyjaźń · 6 min czytania
Przeźroczyste więzi
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Nawet, gdy to słońce, które nas teraz tak delikatnie przypieka, spadnie na naszą ziemię, to pamiętaj, że my zawsze będziemy biec, jedną drogą - mówił i patrzył się wprost w jego błękitne oczy… Siedzieli na polance, wpatrzeni w rwący strumyk, dwaj przyjaciele.., od czasu do czasu pociągali siarczyste łyki ze swych butelek. Weseli, zadowoleni, daleko od szarości życia, daleko od trosk, tylko oni i ich dobre samopoczucia. Był to dzień, w którym ci dwaj ominęli szerokim łukiem mury swej uczelni i postanowili wykorzystać ten czas w inny sposób. Znali się niemal od kołyski, razem od samych początków swego istnienia, dwaj jedynacy. Poznali się nie gdzie indziej tylko w piaskownicy, budując gigantyczne babki. Już wtedy Maciek się wyróżniał, próbował rządzić innymi dziećmi, co zresztą odnosiło skutek. To on wymyślił zabawę w budowanie piaskowego zamku, gdzie samego siebie uczynił królem a Jacka księciem. Od tamtego dnia ich drogi na stałe się złączyły, mamy zostały bliskimi przyjaciółkami a oni byli wręcz aniołkami jak się razem bawili. Młode kobiety rechotały opowiadając osiedlowe ploty a chłopaki zachowywali się „jakby ich nie było”. Teraz, ci dwaj, wchodzący powoli w dorosłe życie, sączyli sobie zimne piwko w upalny dzionek, dając przy tym upust swej bogatej wyobraźni. Może wracali do lat dzieciństwa, do tych cudownych wspomnień, zupełnie beztroskiego życia? Mieszkając na tym samym osiedlu, przebrnęli razem przez szkołę podstawową, choć tak różni a jednak tak podobni. Ten drugi, Jacek, dużo wyższy od Maćka był zawsze troszeczkę z boku tego wszystkiego, wahał się. Całkowicie polegał na zdaniu swego kompana, można powiedzieć, że był w jakimś stopniu uzależniony od niego. Jak Maciek wymyślił, że wrzucą Aldonie żabę do plecaka, to Jacek nigdy nie protestował, chociaż za bardzo nie chciał tego zrobić. Maciek znany w szkole ze swych szalonych pomysłów miał wokół siebie coraz większą gromadkę przyjaciół, jednak zawsze dla niego na pierwszym miejscy był Jacek. Nawet wtedy, gdy przyszedł czas na „oglądanie się za dziewczynami” i chłopcom spodobała się ta sama dziewczyna, Maciek ustępował i jeszcze bardziej podsycał uczucia Jacka do tej dziewczyny: - Jeszcze jeden taniec i ona jest twoja - powtarzał Jackowi. - Nie wiem Maciek, mnie się wydaję, że ona jest wpatrzona w ciebie, tańczy ze mną, bo jestem twoim kumplem i tyle - odparowywał Jacek. - Czyś ty ślepy, leci na ciebie „jak miś do miodu”- uśmiechał się Maciek - Bierz ją w obroty, tylko szybko, bo Romek też się za nią ogląda, ale nie martw się, już ja dopilnuje żeby ci jej nie poderwał. Maciek był zawsze, dopilnował, aby Romek przestał się interesować Justyną, tą dziewczyną z dyskoteki, uczył go na matematykę i nieraz obronił go przed…