Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

Przygody Królika Kiśla i Koguta Fagasa (5)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

PRZYGODY KRÓLIKA KIŚLA I KOGUTA FAGASA

Co się zaczyna, kiedyś się kończy

Przeraźliwe wycie ostrzegawczych syren zakłócało jedynie miarowe walenie ogromnych tłoków, trących o siebie, iskrzących się i gotujących w środku. Jedyna metalowa kładka pozwalająca bezpiecznie przejść nad tym piekłem była niestety poza zasięgiem Lisa. Przyczajony za ogromnym, tłustym silnikiem próbował wytężyć wzrok, lecz ciemność skrywająca pozostałą część Kombinatu pozostała nieodgadniona. Zgrzytające przemysłowe piece wypluwały wprawdzie z siebie niezliczone ilości gotującej się jeszcze surówki, to jednak w bardzo niewystarczającym stopniu rozświetlało mieszaninę mroku i pary. Gdzieś u góry, właśnie w tej chwili, zawaliło się coś metalowego, a pięciometrowe odłamki tego czegoś posypały się w dół jak rozbite, gigantyczne bombki. Towarzyszący temu wybuch nie zwiastował niczego dobrego. Lis wcisnął się pomiędzy palety z gotowymi częściami i zamarł w bezruchu. Najgorsze było to, że nie wiedział, z której strony zaatakują. Przeklinał w duchu swoją głupotę, swoją łatwowierność, która zapędziła go w sytuację bez wyjścia. To była jej wina. Ciemność przecięła smuga białego, skoncentrowanego światła, która wyruszyła w poszukiwaniu celu. Huk poruszających się tuż obok tłoków skutecznie tłumił odgłosy zbliżającego się oddziału SPK. Trzymając kurczowo karabin, czternastoletni Szary Lis płakał.

________________________

Kogut Fagas zerknął, tak jakby od niechcenia, na lustro przed sobą. Garnitur zbyt go uwierał, muszka nie pasowała kolorystycznie do całości, do tego jego piękny, czerwony grzebień, z którego był tak dumny, wyraźnie stracił cały swój blask. Ogólnie czuł się jakby przed chwilą ktoś go przeżuł i wypluł. Stres sprawiał, że drżały mu nogi. Pocił się jak na wieść o świętach. Miał sucho w dziobie i twardy jak kołek język. Nic dziwnego – żenił się. Do pokoju zajrzała jedna z druhen, Karolina, kuzynka panny młodej. - Widzę, że dałeś sobie radę z tą muszką. - Nie do końca – Wydusił z siebie Fagas – Nie pasuje do reszty, chyba ją... - Za chwilę zaczyna się ceremonia. Nie czas na wybrzydzanie, mój drogi panie. Powątpiewający kogut jeszcze raz zmierzył się w lustrze.

Goście dopisali. Nie licząc połowy Wydziału, stawili się również dawni znajomi pana młodego ze studiów, paru jajogłowych z Miejskiego Koła Filozoficznego pod wezwaniem najświętszego Arystotelesa Mądrego Inaczej, blisko dwudziestu przybyszów ze wschodniego wybrzeża, głównie palantów zajmujących się propagowaniem zdrowej żywności, drużyna podwórkowego baseballu, szukająca darmowej biby, dwie lotne eskadry straży pożarnej, broniące spokojnej zabawy i dobrego imienia związków zawodowych, krewni i znajomi Kasi, z czego połowa legitymizująca się niezdrowym pociągiem do żarcia, oraz grupa tancerek topless, paru klechów, banda służących i wałęsający się tu i ówdzie fotoreporterzy, dopełniający zbiorowisko. Królik Kisiel w ciągu piętnastu minut zdążył znienawidzić połowę z nich. - Co pan powie prasie o wypadku w fabryce Petrochemu? - To co zwykle. Wypierdalajcie w cholerę z tymi pytaniami.

Na dźwięk gongu większość z gości usiadła w ławkach i rozpoczęła się ceremonia.

________________________

Bezceremonialnie wywlekli go, ogłuszyli, skrępowali i wywieźli w nieznane. Od początku Lis wiedział, że nie będzie miał…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%