Psychologia · 5 min czytania
Przystanek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Nadchodził zmierzch. Jej największym marzeniem było w tym momencie przebyć w cudowny sposób dzielącą ją od domu odległość i w jednej chwili znaleźć się w ciepłym schronieniu mieszkania. Walczące z wiatrem jasne włosy dokładnie otuliły oczy, wskutek czego jej ruchy zaczęły przypominać pijackie błądzenie. Pogoda precyzyjnie odzwierciedlała to, co poczuła wcześniej tego dnia, gdy dowiedziała się o wszystkim. Nie mogła opędzić się od przygnębiających myśli. Jedyne, czego teraz chciała, to kubek gorącej herbaty, ciepła pościel i słuchawki na uszach. Niech ten dzień wreszcie minie!
Dotarła do przystanku przy skrzyżowaniu. Nie miała żadnych szans, aby zauważyć wybiegającego zza kiosku z gazetami człowieka. Zderzenie było silne. Uderzona w bark odwróciła się, zachwiała i w ostatniej chwili złapała rynny kiosku. Bolało.
Młody chłopak był zdecydowanie lepiej przygotowany na jesienne kaprysy pogody. Ciemny kaptur od kurtki i solidne buty jeszcze przez chwilę oddalały się, po czym wyhamowując zawróciły w jej stronę. Szybko podniósł z kałuży książkę, która mu wypadła z ręki i podszedł niepewnym krokiem.
- Oj... Przepraszam bardzo. Kurczę, chyba wymusiłem pierwszeństwo - żart mu zdecydowanie nie wyszedł. - Przepraszam. Boli? Ech, głupie pytanie... Przepraszam jeszcze raz... bardzo - zamilkł.
Przez chwilę była zła, ale rozbawiło ją to niezgrabne "oj". Spojrzała na niego z sobie tylko właściwą mieszaniną nieśmiałości, zmęczenia i ciekawości. Miał miły, choć trochę szorstki głos i ciemne oczy.
- Nie szkodzi - szybko odparła.
- Daleko mieszkasz? Pomogę - uśmiechnął się delikatnie, acz nieporadnie.
Część 22 / 2
Ich wzrok się na krótko spotkał. Rzuciła okiem na przystanek.
- Ucieka ci. Chyba się spieszyłeś.
- Tak. To znaczy... Nie, nie spieszyłem się. Przyjedzie następny. Lubię biegać, po prostu. - głupio się uśmiechnął.
- Ach tak... Zauważyłam - ponownie mu się ukradkiem przyjrzała.
Przez jej głowę zaczęły nagle przebiegać nieopanowane myśli, jakby zostały wypuszczone na wolność z klatki i błądząc w kółko, nie miały pojęcia, w którym udać się kierunku. Przez chwilę wydawało jej się, że ma ochotę zostać tak w tym tnącym deszczu, wyjącym wietrze i z bolącym barkiem, oparta o kiosk. Zostać po to, aby ta rozmowa trwała jak najdłużej.
*
Znów za późno wyszedł z domu. Od dawna sobie powtarzał, że…