Akcja · 5 min czytania
przyszli znaleeeeeeżli.... wigilijna opowieść
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spodziewałem sie kolędników z pieśnią na ustach a tu zamiast pingwina z opłatkiem jakieś takie jednolite gajery. Jeden z białom pałom, drugi czarnom. Dziwne, nie? - Witamy panie Klangor! - No siemanko. A państwo to rodzeństwo może? Bracia brothers? Takie same jakieś macie te wdzianka... - Żartowniś z pana, panie Klangor. Słyszał pan pewnie o wielkiej akcji "Bądź legalny na święta"? Przyszliśmy popatrzeć w pana kompika, któren stoi tam sobie koło okna. Można, prawda? - Heh. Jasne, że tak. Ale za przeproszeniem może jakiś papiór? Zdjęcie żony - może też wspólną macie - albo chociaż kwitung od prokuratora, hę? - na te słowa wypełzł jeszcze jeden zza drzwi. Ten był normalny. Szary z krawatem i spodkami w oprawkach. - Cholera, następny co posty jakieś czytał. Już wypisuję nakaz. Prokurator jestem jakby pan się nie domyślił. - Domyślił, domyślił. No to czyń pan powinność. - A to już do mnie to powiedzenie drogi kolego. Niech pan nie myli kwestii - czwarty co się pojawił stanowczo mnie się nie podobał. No nie żeby kostropaty albo potem śmierdzący jak wylęgarnia smoków. No nie. Głos spokojny i pogodny, oczy radosne. Tylko na chuj mu ten kaptur na głowie? Nogą pieniek wepchnął mnie na przedpokój i wbił weń topór wielki jak chińska halabarda. - Dzieńdobrywieczór! - się przywitał dopiero - a ja tu jestem na wszelki wypadek. Czasu teraz nie ma to chodzimy cała ekipą i w trybie przyśpieszonym dokonujemy. Dobra chłopaki - naczynajem twista! - Zaaaara!! Co jest, za przeproszeniem, do kurwy nędzy? Jakeście taki zespół zgrany to gdzie jaki sędzia albo i ławnicy? Ja tu tylko oskarżycielskowykonawczy wątek widzę, no może i dochodzeniowy a sprawiedliwość? - miny im nie zrzedły wcale. Drzwi się rozwarły znowu. Wlazł jakiś cieć i wniósł biurko. Baba z łańcuchem zaraz za nim. - Proszę wstać, sąd idzie... Siadłem z wrażenia. Dwóch jeszcze kolesi w sukienkach - pewnie ławnicy. Nawet ławę przynieśli sobie. Na koniec wlazła jeszcze laska kuso przyodziana z zawiązanymi oczami. Wagę jakąś w łapeczce trzymała i po omacku zahaczyła o puszkę browca co to stał na stole. - Nie zimno pani - zagaiłem laseczkę. - Sprawiedliwość panie Klangor! Chciał pan to i Temida musiała się przywlec na to pana zafajdane drugie piętro bez windy. No co za czasy... O tempora o