Fantastyka · 4 min czytania
Ptak
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przyjechala sama i sama wedrowala po górzystych lasach. W zupelnej ciszy, w upalne dnie wspinala sie na najwyzsze wzniesienia i towarzyszyl jej tylko zmeczony oddech. Gdy odpoczywala, jedynym dzwiekiem w poruszajacym sie od goraca powietrzu byl letni taniec much w takt brzeczacych skrzydel. Lato. Wszystko zyje, trudzi sie, gna. A ona odpoczywa, obok wydarzen jak wygrzewajacy sie przy drodze kamien. Któregos dnia znalazla stary dom pod samym szczytem. Z trzech stron okryty lasem, a z czwartej drewniana weranda z rozleglym widokiem w dól lesistej doliny. Tak bardzo chciala zobaczyc swiat rozciagajacy sie z werandy, ze bez wahania odezwala sie do kogos z domu z prosba o wstep na werande. Nie jeden wedrowiec juz prosil o to, wiec gospodarze, nie zdziwieni zgodzili sie. Dziewczyna zaczyna przychodzic codziennie. Znalazla to miejsce, gdzie caly jej smutek zamienia sie w piesn: piekno splywa w dól doliny, przez ogródek z ziolami i sad, na las az do wiecznie ocienionego, chlodnego miejsca na samym dnie doliny, zeby ujsc razem z potokiem i rozplynac sie gdzies dalej, za horyzontem. Widok z werandy dziala na nia jak balsam na obolala dusze. W rogu, na drewnianych deskach polozono mate. Tam zawsze siada. Dziewczyna w umysle rozmawia z kims: wewnatrz siebie slyszy glos domu, czy tez raczej glos doliny. Powoli nawiazuje sie miedzy nimi kontakt tak malymi kroczkami, ze ona nie widzi nic niezwyklego w tym, co sie dzieje. Dom prowadzi z nia leniwe rozmowy, slucha zwierzen, czasem podsuwa jej weselsze mysli, bawi ja. Dni mijaja, a dziewczyna spedza na werandzie coraz wiecej czasu. Tak na prawde przestala z niej w ogóle schodzic. Glos miejsca jest przeciez ledwo slyszalny: nie slychac go nawet przy drugim koncu…