Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 7 min czytania

Pucz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Nadeszła w końcu ta chwila!- krzyczał z trybuny - Będzie my w końcu wielcy! W końcu wolni!-przerwał na chwile żeby dać ludziom wyrazić swoje zdanie. - Wolność! Wolność! Wolność!- krzyczał tłum - Wolność! Wolność! Wolność! Orator uniósł ręce na znak tryumfu. Wiedział, że ma ich już w kieszeni. Są jego i wyciśnie z nich ostatnie soki. "Nawet nie wiedzą jak skończą"-pomyślał i uśmiechał się ironicznie. W końcu gromada się uspokoiła i znów zaczął mówić: - Dziękuje wam bardzo za słowa poparcia! Wiedzcie, że ten dzień wkrótce nadejdzie! Wtedy was wezwę i oczekuje od was, że się pojawicie! - krzyczał - I ten dzień będzie dla was zgubny. - powiedział tak aby go nikt nie słyszał - A teraz idźcie i bądźcie gotowi! Jeszcze raz dziękuje wam wszystkim! Powoli zmierzał za kulisy cały czas machając ludziom. W końcu się zniknął im z oczy, ale wciąż było słychać krzyki poparcia. "To nawet lepiej, że nie chcą odejść. Ha, to tylko potwierdza, że siedzą głęboko w mojej kieszeni. Po prostu nie mogło pójść lepie" - cieszył się w duchu. Wszedł do garderoby i tam czekała na niego Izabella. Była to piękna młoda kobieta, której twarz była tak tak piękna a jednocześnie powściągliwa, że prawie niemożliwym było odczytanie z niej jakichkolwiek emocji. Ale jej ciało nie współgrało z twarzą, gdyż przez jej gesty i zachowanie zdradzała się całkowicie, albo chciała żeby tak myślano. Orator nigdy do końca jej nie rozgryzł, była tu, wspierała go ale nigdy nie był pewien jej prawdziwych zamiarów. - No i jak poszło? - zaczęła. - Nie słyszysz? - Czyli cię nie wygwizdali. To bardzo dobrze. Wręcz idealnie. Widzę, że wybrałam dobrą osobę. - To chyba ja cię wybrałem. Nie pochlebiał sobie tak bardzo. - Prawie wykrzyczał zirytowany. - Nigdy nie znałeś się na żartach i to twoja jedyna wada. - podeszła i pocałowała go czule. Mówca odwzajemnił pocałunek. - Wiesz jak mnie uspokoić. Ale teraz nie pora na to. - odrzekł władczo - Teraz przyprowadź mi Nowaka, muszę z mim wszystko pomówić. - Tutaj? - Tu nikt nie będzie słuchał, a poza tym to stary bunkier. Przez te ściany nawet Bóg nie słyszy. - A ja będę mogła zostać? - zapytała Izabella nieśmiało. - Głupio się pytasz. Przecież już znasz plan. - Powiedział orator patrząc się figlarnie na Izabellę - A teraz idź. Młoda kobieta wyszła. Mówca został sam. Zaczął się przebierać, bo na spotkanie z Nowakiem musiał wyglądać elegancko, a poza tym chciał się już pozbyć tego brudnego urania robotnika, które ubrał tylko dla tego, aby tłum go wysłuchał i udało się w stu procentach. Zrzucił z siebie stare, przepocone ubranie i włożył najlepszy garnitur jaki miał. Następnie usiadł na przeciwko drzwi i złożył ręce w geście modlitwy tak aby sprawiać wrażenie zatroskanego. Wiedział, że to rozbawi Nowaka. "W końcu to zrobimy stary przyjacielu"- pomyślał. W duchu się cieszył, ale na zewnątrz nie okazywał tej radości nikomu, kto nie mógł jej zobaczyć, gdyż to mogło by wzbudzić podejrzenia. "Musisz zwracać uwagę na najmniejsze szczegóły" - tak kiedyś powiedział mu Nowak i do tej pory to jest jedna z jego najważniejszych zasad. Otworzyły się drzwi. - Szybko zanim ktoś zobaczy! - krzykną półszeptem. Gość wszedł i Izabella zamknęła drzwi wcześniej sprawdzając czy nikt za nimi nie szedł. W tym czasie orator uścisnął Nowaka w geście powitania. Byli oni starymi przyjaciółmi. Poznali się jakieś dziesięć lat temu przed chwilą, od której Nowak nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pucz — czytnik · opowiadania