Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 9 min czytania

Punkt widzenia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Miejsce kierowcy to doskonały punkt widzenia. Przyznaję sam sobie rację kiwając głową, uśmiechając do lusterka, w którym widzicie właśnie moje oczy. Siedzicie z tyłu, daleko z tyłu, więc nie macie się czego bać. Ja wam to dokładnie pokażę, ze wszystkimi szczegółami przedstawię, tak, by nikogo nie ominął ten cudowny widok. Uśmiechacie się? To dobrze. To bardzo dobrze. Właśnie się dowiadujecie, że jedziemy krajową ósemką w kierunku przejścia granicznego z Czechami. Nie, nie jestem jeszcze w górach. Zwykłe, monotonne, lekko pagórkowate niziny. Tu puszczam do was oko, bo te zwykłe i monotonne to taki żart był. Albo inaczej mówiąc, spowoduję, że wydobędę z nich tę uśpioną moc. Ach, ten literacki kunszt, który zwykle mnie w takich momentach ponosi! Wybaczcie. Jedziemy sto sześćdziesiąt na godzinę. Włączam arię operową. Nie istotne jaką, choć ja to wiem dokładnie. Dla was najważniejsze jest, że to aria, a arię każdy natychmiast potrafi sobie wyobrazić. Prawda? No to skręcamy. Gwałtowny ruch kierownicą w prawo. Mój ulubiony. Tak samo z tylnego, lecz o wiele lepiej z mojego siedzenia widać, jak świat nagle się przekręcił. Nie, nieprecyzyjnie to nazwałem. Świat, czyli ulica zamieniła się miejscami z zielonoszarą łąką. I wcale nie stało się to nagle. Zobaczyliśmy ten obrót powoli i spokojnie przez ogromną przednią szybę mojego czerwonego samochodu. Właściwie cały teatr tam się rozgrywa, toteż zalecam nie odrywać od niej wzroku. Obrót trwał jedną dziewiątą sekundy. Prawdopodobnie. Tu, u mnie i tam, u was, na dalekim tylnym siedzeniu, w zupełnym spokoju i bezpieczeństwie odebraliście go jak delikatny skręt łagodnego konia. Samochód powoli się okręcił. Zobaczyliśmy, że drzewa przy drodze zostały niedawno całkiem ładnie przycięte. Mogliśmy podziwiać daleką górę Ślężę oraz szeroką i niezbyt ciekawą przestrzeń między nami a nią. Zapomniałbym o krzaczku. Jeden krzaczek w lewym dolnym rogu. Tak naprawdę zupełnie nieistotny. Do tej chwili byliśmy w poziomie, ale ponoć samochody przy nagłym ruchu kierownicą w prawo robią coś, co kiedyś jakiś mój znajomy nazywał koziołkami. Ładna nazwa. Skorzystam z niej i opowiem, że teraz zaczniemy koziołkować. Zupełnie subtelnie, powoli i spokojnie, bez strachu, zobaczymy jak drzewa, przestrzeń, góra i krzaczek zaczyna wywracać się w lewo. Spojrzymy na to urzeczeni. Pomyślimy, że tak jak w wesołym miasteczku. I popiszczymy z zachwytu. A ja dodam: a nie mówiłem!? Całość obrazu z naszego punktu widzenia obraca się osiągając punkt wiszenia na głowie. Wtedy czujemy nierealność sytuacji, wiemy, że to jest piękne i że będziemy podziwiać głęboko wzdychając. Aria wzmaga się, a wy już wiecie, że włączając akurat taką muzykę idealnie oddałem charakter tego przedstawienia. Też się cieszę i by nie było nudno dodam garść kolejnych faktów. Przy pierwszym obrocie diva śpiewa łagodnie, spokojnie i niebywale pięknie. Świat okręca się bez żadnych zastrzeżeń. My jesteśmy urzeczeni. Jednak drugi obrót dodaje nam pewnych szczególnych wrażeń. Boczne szyby tłuką się w synchronicznym połączeniu z muzyką i obracanym obrazem, a rozpryskujące powoli szkło tworzy konstelacje meteorów przemieszczających się wewnątrz samochodu jak w doskonałej próżni. Powoli i statecznie. Jakby zupełnie nie były w ruchu. Kiwacie głową z uznaniem? Dziękuję, ale to nie wszystko. Teraz, tuż na początku trzeciego obrotu zauważacie, że coś dzieje się z obrazem. Obraz drzew, przestrzeni, góry i krzaczka, który zresztą zaraz zniknie gdzieś po prawej lekko się zdeformował. Nie będę ukrywał, że dzieje się tak tuż przed pękaniem przedniej szyby. Spójrzcie tu. W prawym dolnym rogu, dokładnie wtedy, kiedy spokojnie uderzamy dachem o delikatną fakturę asfaltu powstaje pęknięcie, które bardzo malowniczo i pięknie zaczyna zmierzać w kierunku środka szyby. Widzicie? Teraz nawet się rozrasta. Powstają odnogi. Każda zmierzając w swoją stronę próbuje jakby dopaść drugiego końca. Rywalizacja. Doskonałe określenie! I kiedy wygrywa odnoga numer dwa szyba powoli zmienia się w mleczną pajęczynę. Zawsze w tym momencie w oczach stają mi łzy. Wybaczcie.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%