Fantastyka · 6 min czytania
Rogeii
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Rogeii, tak to moje imię...
Nazywali mnie tak Ci nieliczni, którym pozwalałem przeżyć w przypływie "dobrej woli" w czasach, kiedy miałem jeszcze trochę siły... Dopóki Klucznik Otchłani nie odkrył mojego "podstępu".
Byłem potężny
Największy nekromanta i iluzjonista którejś z minionych er... Do tego wrócę później.
Zacznę od momentu, w którym zostałem uczniem pewnego maga. Nauczył mnie wszystkiego, co potrafił, mianowicie iluzji i rozległej magii, jak to nazywał prostej, w której zawierało się wszystko i która taka prosta wcale nie była... Ale ja nie o tym.
Pewnego dnia, wszedłem do największej biblioteki, po raz pierwszy. Naprawdę wielkiej. W dzisiejszych czasach powiedziałby, kto że była wielkości boiska piłkarskiego. Faktycznie tak było. W ogromnym pomieszczeniu wił się istny labirynt regałów, gdzieniegdzie poprzerywany kolumnami podtrzymującymi strop, wysoki na dwa piętra.
Kiedy doszedłem do, którejś z kolei "ślepej uliczki" znalazłem coś, co mnie zainteresowało, mianowicie "Księga Umarłych" w wolnym tłumaczeniu. Mój, pożalcie się bogowie (wszyscy najlepiej), pan przestrzegał mnie przed nią, podobno zawierała tajemnice, których żaden śmiertelnik nie powinien poznać i nie był w stanie pojąć, Szczęściem, czy też nie, nie zakazał mi jej studiować, był zbyt ograniczony i zapatrzony w siebie żeby dopuścić do siebie myśl, że jeżeli on nie mógł jej zrozumieć to, ani ja, ani nikt inny też odkryć tajemnic księgi nie zdoła.
Mylił się.
Część 22 / 2
Dużo czasu zajęło mi przebrnięcie przez nią całą. Kosztowało mnie to naprawdę wiele, ale wysiłek opłacił się. W końcu udało mi się odkryć, co księga ma do przekazania i najważniejsze, potrafiłem swoją wiedzę zastosować. Sądziłem, że jestem już na tyle silny, że ten, który przez lata był dla mnie mentorem nie będzie stanowił dla mnie problemu.
Błąd.
Był na prawdę potężny, wtedy sądziłem, że to odpowiednie słowo. Zaatakowałem go na dziedzińcu jego własnej posiadłości, byłem na tyle bezmyślny, że nie wziąłem pod uwagę jego "Elizjum". Zaklęcia obronne narzucone na posiadłość chroniły go przed każdą magią w niego wymierzoną, nie mogłem nic zrobić, w grę wchodziły tylko obrażenia fizyczne.
Młodość, Głupota.
Wypadłem z ciała, które na moich "oczach" padło na ziemię.
Zwęglone.
Jedno zaklęcie.
Stanął a właściwie stanęła przede mną "Klucznik Otchłani". Tak to ten, którego nazywacie śmiercią. Powiem tak. Faktycznie ma kosę... Tylko, że... Na tym kończą się podobieństwa. Jest demonem nie szkieletem. Jest kobietą... Piękną, o białych włosach, w kosmyki ma powplatane malutkie główki swoich ofiar. Jest ślepa. Ma niewyobrażalną moc. Za każdym razem, kiedy ją widywałem, a kiedyś dość często, bo za każdym razem, kiedy kogoś zabijałem albo w pobliżu ktoś umierał, ubrana była, w co innego, widocznie nigdy nie wkłada tego samego na imprezy. Nie chodzi, więc