Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 7 min czytania

Romans czasowy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rebeka obserwowała uważnie postawnego mężczyznę przechadzającego się między gośćmi. Przyjęcie nudziło ją śmiertelnie, obcisły gorset pozbawiał tchu, a to dopiero początek... Jak inne kobiety były w stanie znosić te niedogodności? Gorączkowo zastanawiała się, jak by się stąd wymknąć niepostrzeżenie. Wciąż miała nieodparte wrażenie, iż wszyscy obserwują właśnie ją, a raczej jej ogromny biust wylewający się z niewielkich miseczek stanika. Starała się go upchnąć głębiej, ale nie było gdzie! I miała właśnie rękę wciśniętą między piersi, gdy jej wzrok napotkał spojrzenie nieznajomego. Wykrzywiła wargi w uśmiechu na jego zalotne spojrzenie i spiekła raka. Po raz kolejny spróbowała wyjąć rękę, ale ku jej najgłębszej rozpaczy, zaklinowała się. Tymczasem mężczyzna był tuż, tuż! Z trudem przełknęła ślinę, gdyż nagle całkiem zaschło jej w gardle. Wtem światło lampy przesłonił cień. Nie zważając na strużki potu zalewające czoło, uniosła hardo brodę do góry i spojrzała prosto w oczy nieznajomemu. - Służę swą pomocną dłonią - usłyszała głęboki, przepełniony wibracjami głos. Tak ją to poruszyło, iż dopiero po dłuższej chwili dotarł do niej sens wypowiedzianych słów. Zachłysnęła się powietrzem i zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek, nieznajomy chwycił ją za nadgarstek i delikatnie uwolnił jej dłoń z pułapki. - Cóż za impertynencja! - wykrzyknęła zachwycona, gdy wreszcie odzyskała głos. - Właśnie tego mi tutaj brakowało! - I nie zwracając uwagi na, teraz już całkiem jawne, spojrzenia zgromadzonych na przyjęciu gości, chwyciła mężczyznę za rękę i pociągnęła w stronę tarasu. O dziwo, nie opierał się. - Taka jesteś łatwa? - mruknął. Cóż za bezczelny typ! - przemknęło przez głowę Rebece. Mocniej chwyciła go za rękę i ruszyła przez otaczający posiadłość park. Zaciągnęła nieznajomego do swego powozu, przegoniła woźnicę i zamknęła drzwi na zasuwkę. - Widzę, że nie tracisz czasu - powiedział z podziwem mężczyzna i zaczął rozwiązywać fular. Kobieta była niezwykle atrakcyjna, aczkolwiek młoda. Młoda i najwyraźniej... chętna. Czyż zdrowy jak koń mężczyzna mógłby odmówić sobie zaliczenia takiej słodkiej panienki? Czy on sam, największy hulaka i rozpustnik, jaki chodzi po tym świecie, mógłby odmówić sobie obcowania z tą, jakże uroczą, istotą? Jego zmysłowe usta rozciągnęły się w uśmiechu. Wyciągnął rękę i chwycił pukiel złocistych włosów swej wybranki. Zaraz, zaraz… Wybranki? - Przepraszam, mówiłaś coś? - zapytał niepewnie. - Przedstawiałam się - odparła młoda kobieta. - Jestem Rebeka i chciałabym... - Nie, nie, czy mówiłaś coś wcześniej? - Skrzywił się. Ona jego wybranką? Co też za myśli chodzą mu po głowie! - Masz mnie za gadułę? - oburzyła się Rebeka. - Ależ nie, nie - wycofał się natychmiast Nicholas. - Możemy już zaczynać? - zmienił temat. Cóż, nawet jego wytrzymałość ma swoje granice. - Właśnie miałam taki zamiar - uśmiechnęła się kobieta i złożyła ręce na podołku, jakby szykowała się do dłuższej przemowy. - Powiedz mi, proszę, kiedy, gdzie i kogo zaprosimy? Nicholas, który zabrał się właśnie za zdejmowanie butów, poderwał gwałtownie głowę do góry i grzmotnął kobietę w podbródek. Rebeka wrzasnęła nieelegancko i pacnęła go maleńką piąstką po muskularnym ramieniu. - Co ty wyprawiasz, do licha ciężkiego? Nick wytrzeszczył oczy. - A cóż to za barbarzyńskie słownictwo? - zapytał, na nowo urzeczony młodą damą. Rebeka zignorowała jego pytanie i kontynuowała, jak gdyby nigdy nic: - Wracając do rzeczy, jak szybko chciałby pan zalegalizować nasz związek? -

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%