Rodzina · 5 min czytania
Rozdarty (wersja pierwsza)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Nie -powiedziała konsekwentnie i patrzyła na mnie szeroko otwierając oczy. -Ale kochanie. Posłuchaj... -zacząłem, ale wiedziałem, że nie da mi dokończyć myśli. Tak też się stało. -Nie! -powtórzyła trochę głośniej lecz spokojnie. Stwierdziłem, że dalsza dyskusja nie ma sensu, więc zamilkłem. Patrzyłem na żonę trochę bezradnie, a jednocześnie z szacunkiem. Zupełnie nie wiedziałem jak mam się zachować. Ewelina delikatnie ujęła moją dłoń i położyła sobie na brzuchu. Poczułem jakiś dziwny niepokój. Ona wpatrywała się w moją twarz swoimi błękitnymi oczami. -To nasze dziecko -powiedziała głębokim, ciepłym głosem. -Nie mamy prawa go zabijać... - byłem zdumiony. Skąd ją stać na taki spokój w tej całej sytuacji? -Nie chce go zabijać... Nigdy nie chciałem... Ale nie chce też stracić ciebie... -poczułem, że głos mi się załamuje. Nagle zrobiło mi się dziwnie gorąco, ale ja nie mogłem się załamywać, miałem być ich wsparciem, pocieszycielem... -Wiem jak się czujesz... Ale ja już się nażyłam -odrzekła z lekkim uśmiechem, ale mi wcale nie było wesoło. -Kocham cię... nasze dziecko też -tylko tyle udało mi się wydusić. Ewelina nachyliła się na de mną i delikatnie mnie pocałowała. Poczułem, że to wszystko jest cholernie niesprawiedliwe. Dlaczego niby mamy wybierać między życiem matki, a dziecka? Dlaczego nie możemy jak inne młode małżeństwa cieszyć się naszym pierwszym dzieckiem, drugim... -Obiecaj mi tylko jedno... -szeptała prawie nie otwierając delikatnych usteczek... -Co takiego? -zapytałem ochrypłym głosem, uważnie obserwując jej delikatne ruchy. Ona oparła głowę na moim ramieniu. -Że zaopiekujesz się naszym dzieckiem najlepiej jak potrafisz... -po dłuższej chwili milczenia przerażającą ciszę zastąpił cichutki szloch. Nie... To nie Ewelina płakała...
* Pamiętam, że gdy tamtego dnia wróciłem do domu pierwsze co zauważyłem to czysta podłoga. Była tak wyczyszczona, że można było się w niej przejrzeć. Szybkim krokiem obszedłem dookoła cały dom. Ewelina była w ogrodzie. Siedziała na hamaku i czytała książkę. -Kochanie... Prosiłem cię żebyś nie sprzątała... -powiedziałem na wstępie całując ją w czoło. Ona głaskała swój ogromny brzuch i uśmiechała się zaczepnie. -Ale było tak okropnie brudno... -powiedziała niewinnym głosikiem i zrobiła urażoną minę. Wyglądała jak mała dziewczynka... Usiadłem na…