Akcja · 7 min czytania
Rozdział I "Har'bel" cz. 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-TY NĘDZNY ŚMIERTELNIKU!!! - głos demona był głęboki. Co ciekawe, wydobywał się nie od pomiota, lecz bardziej z wnętrza ich głów. Zupełnie jakby ta cielesna powłoka była tylko jakimś narzędziem. -JAM JEST AGRAAN, KSIĄŻĘ FILITHUSA, SYN... -Syn Darona, wiem. Przerabialiśmy już to setki razy. - Jace machnął lekceważąco ręką. - Dante, wiesz coś o nim. -Agraan, syn Darona, króla Filithus. Właściwie nie książę, a wydziedziczony bękart. Stał na czele rebelii. - spojrzał na Jace. - Rozumiesz, anarchia i te sprawy. Mało tego. - kontynuował wywód. - Właśnie przez to został wygnany. Rozumiesz? - Dante był szczerze zafascynowany demonem. - Wygnany. To miejsce to swojego rodzaju azyl dla niego, kryjówka. No ale wszystko ma swój koszt, dzięki temu że jest tu, przyjmijmy, bezpieczny stracił swoje moce. -O to właśnie mi chodziło. - kiwnął głową Jace. - Więc sam widzisz - zwrócił się do demona. - Nic mi nie możesz zrobić. Nawet zadraśnięcia. Nic. Demon nic mu nie odpowiedział. Patrzył tylko swoimi płonącymi oczyma. Tkwił tak przez chwilę w bezruchu, po czym dosłownie rozpłynął się w powietrzu, zostawiając za sobą niebieską smugę, która po chwili również zniknęła. Jace poklepał czarodzieja po ramieniu i wyprowadził z pomieszczenia. -Złe czasy nadchodzą, drugu. Gdzieś niedaleko nas jakaś mroczna istota rośnie w siłę, a my nawet nie wiemy co to jest. Demon takiej kasty mógłby spokojnie zostać tam gdzie był, bez żadnych konsekwencji. Uciekł tutaj, bał się. Wiesz, że nawet te kreatury z dna oceanów podpisały sojusz z elfami i gnomami?! Rozumiesz to?! - Dante był naprawdę przerażony. - Istoty, które nigdy nie ingerowały w sprawy innych nacji, a które mogłyby spokojnie je wszystkie wytępić, podkulają ogony przed nimi. - oddychał przez chwile głęboko, jakby chciał się uspokoić. - Źle się dzieje, Jace. Zło czeka w mroku i zbiera siły, a Królestwa Wschodu dławią się swoim przepychem. Trzeba coś zrobić, a przynajmniej spróbować. - Dante się zatrzymał. - Zamierzam odwiedzić Thornmail. Może w tamtejszej bibliotece coś znajdę. Właściwie to nie wiem nawet czego szukać, ale w końcu to stolica krasnoludów, serce wszystkich szlaków handlowych. Ludzie musieli słyszeć różne rzeczy. A co z tobą Jace? Po której stronie się opowiesz? I co zamierzasz zrobić w sprawie Lizzy? Zaczniecie szukać klucza do miasta bogów? -Może, nie miałem jeszcze czasu do rozmyślań. Nawet jeśli, to nie pójdziemy nigdzie bez jej wcześniejszego przygotowania. Wiem, że zrobiłeś co mogłeś, ale trzeba jej nauczyć szermierki, a przynajmniej podstaw. Byle sztylecikiem wiele nie zawojuje. - zaśmiał się. - Masz racje, najpierw trzeba się dowiedzieć co jest grane. - Jace ponownie ruszył w stronę dębowych wrót. - Wyśle kogoś do elfów po informacje. Szli tak w milczeniu, wsłuchując się w leniwe pyrkanie ognia na pochodniach. Postacie z olbrzymich obrazów smętnie śledziły ich kroki. Cała ta twierdza, wykuta w litej skale, miała swego rodzaju duszę. Żyła ona według własnych zasad, rozpamiętując przeszłość i karmiąc się tym, co dopiero miało nadejść. Właśnie to budowało niespotykany nigdzie indziej nastrój tajemnic i legend. Skumulował…