Zbrodnia · 6 min czytania
Rozejść się po łokciach (1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przyjaciel otarł sobie pysk swój kwadratowy, przetarł oczy, wygarnął śpioszki z przytulnych kącików i poszedł do ubikacji. W ubikacji złapał go dreszcz, a potem jeszcze jeden, trząsł się niepoważnie jeszcze jak wracał. Walnął szybką banię, i przełknął spazmatycznie jeszcze raz kiedy próbowała ścieknąć z powrotem. Posiedział chwilkę, a kwadrat okna powoli zmieniał mu się z bolesnego na nudny. Spojrzał na zegarek, odłożył go zaraz i stwierdził że dzisiaj nigdzie nie wyjdzie. Rozejrzał się po pokoju z ulgą, dostrzegając całą masę pięknych rzeczy, dzięki tej decyzji świat stał się naprawdę w porządku. Miał dużo dobrych książek które dzisiaj spróbuje przeczytać, na przykład tę taką grubą ze ślaczkiem. Nudno się zaczynała, może potem się rozkręca. Albo stos płytek z muzyczkami chwytliwymi i sympatycznymi, pomyślał. Synkopą , pomyślał, synkopą zapełnię ten wieczór, nie będzie równego uderzenia i smutnych piosenek pod koniec, tylko dobra nierówna synkopa z trąbką. Jak myślał o tej synkopie to nawet żołądek go przestał boleć. Może pójdzie do wypożyczalni i pożyczy sobie film z twistem, przyjaciel bardzo lubił twisty. Film wtedy kończył się zupełnie inaczej niż powinien. Potem może nawet napisze wiersz i napije się szklaneczkę dobrego koniaku, ale tylko dno szklanki dla humoru i natchnienia, i żeby rymy nie były za dobre. Ale najpierw, rozejrzał się z namysłem, najpierw odłoży wszystko na bok, po lewej i prawej, symetrycznie. I zagra na gitarze. Wziął gitarę z wewnętrznym oporem, bo coś tam w nim, jakiś ostatni okruch rozsądku wiedział czym się kończy takie granie na gitarze. I z wielkim zmęczeniem wziął ten sam chwyt co zawsze, i zrobił to samo zejście, w górę i w dół. Głośnik zapytał się go "Dokąd? Dokąd?" a on już wiedział dokąd, palce twarde i sztywne powoli nabierały szybkości i agresji, i cały przyjaciel się napełniał, pęczniał również. I prostował się, zmarszczki nieco się wygładziły, a na pysk przyjaciela trzeba było liftingu nie lada. Ramiona wygięły się do tyłu, oczy zgubiły swoje czerwone marmurki, włosy pociemniały. I trzeba mu to przyznać, przyjaciel jak tak sobie grał, zaczął wyglądać naprawdę dobrze, no po prostu zajebiście. W tych spodniach, w tej kurtce, wszystko pracowicie dobierane, po prostu niezły brunet wieczorową porą, stylowy nieprzyzwoicie. I wszyscy myśleli że to przyjaciel grał, a to echo grało. Struny jeszcze wibrowały, trzaśnięcie drzwi obijało się na korytarzu, a przyjaciel już był na rogu i długimi krokami zbliżał do siebie miasto. Właściwie to on stał a całe miasto długimi krokami pędziło mu na spotkanie. - Cześć stary, już myślałem, że masz mi za złe wczorajsze. - Nie mówmy o tym. - Dzisiaj jestem wyjątkowo w porządku. Miasto, ze względu na swą fatalność, było kobietą. - Ja…