Psychologia · 10 min czytania
Rozszerzalne mieszkania
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Ostatni okres nie należał do najlepszych. Przeprowadzki, brak wyraźnego celu w życiu, przeskakiwanie z zawodu do zawodu. Wszystko to wymęczyło mnie doszczętnie. Zmęczonym wzrokiem śledziłem drzewa przeskakujące za oknami kwikbusa. Co najgorsze nie spodziewałem się, że robota polecona przez znajomego w Wagga przyniesie rozwiązanie moich problemów. Dworzec, jak to zwykle bywa w małych miasteczkach, nieskazitelnie czysty. Ławeczki pokryte teflonem, łapy podczepionych odkurzaczy nachalnie poszukujące nieistniejących drobinek kurzu. Cóż, co by nie mówić był to nowy rozdział w życiu, nowa eksploracja i teoretycznie nowe możliwości. Postanowiłem wykorzystać ten lekki przypływ energii zanim nieuchronnie zamieni się on w zwykłe znużenie monotonią powtarzających się dni. Poszukałem wzrokiem przystanku grawitolinii.
Moje nowe miejsce pracy i zarazem zamieszkania znajdowało się kilkadziesiąt kilometrów od centrum miasteczka, dobre pół godziny potrzebne na dojazd i tak nie miało praktycznego znaczenia. Nie spodziewałem się dojeżdżać tutaj częściej niż raz w miesiącu. Zapatrzony w cień małego, półotwartego wagonika grawitolotu pomykającego po czerwonej ziemi, połykającego karłowate krzaczki, zdawałem się znów wpadać w półsen. W tej chwili w obszar mojego widzenie wtargnął kolejny wagonik, nieznacznie większy od mojego, wiozący rozbawioną rodzinę. Powoli przysłonił sobą obserwowany przeze mnie cień i przyspieszywszy oddalił się zostawiając obraz dzieci skaczących po fotelikach. Kolejne wspomnienie, mam dziesięć lat, siedzimy rodzinnie przy stole, wygrywam w jakąś tasiemcową grę planszową, stos nieprawdziwych pieniędzy powoduje zrozumiałe uniesienie i nawet pół przyjazne, pół zawistne dogadywanie brata nie robi na mnie wrażenia. Ech, to było życie.
Dopiero na miejscu dowiedziałem się, że przyjdzie mi mieszkać w cudzie współczesnej techniki, zaadaptowanym do warunków pustynnych eksperymentalnym fenomenie rozciągalnych mieszkań. O czym to zostałem poinformowany przez automatyczną recepcjonistkę przy bramie wjazdowej jako, że żywa obsługa podobno udała na basen. Domek nie sprawiał z zewnątrz wrażenia czegoś szczególnie niezwykłego. Ot, czworokąt z płaskim dachem. Zdecydowanie zaciekawiony otworzyłem niewielkie drzwi, skrywające za sobą ciasny korytarzyk i nic nie byłoby w tym niezwykłego, gdyby nie to, że korytarzyk biegł wzdłuż ścian zewnętrznych domu, otaczając kolejny, niewiele mniejszy czworokąt bez okien, za to posiadającym cztery pary drzwi, po jednej na każdym boku. Mała metalowa tabliczka, przyczepiona do ściany informowała:
Kompleks mieszkaniowy AAF 13.1 Współczynnik powielenia: 4 1A: 2B1B+S 2A: 2B1B+S 3A: 2B1B+S 4B: Restauracja
Część 22 / 2
Uwaga: Próg przenikalności dźwiękowej pomiędzy przestrzeniami 84dB.
Tabliczka ta, fascynująca w swojej istocie potencjałem niesprawdzalnych spekulacji nie odpowiedziała na podstawowe pytanie – gdzie będę dzisiaj spać. Nacisnąłem klamkę najbliższych drzwi opatrzonych symbolem 1A. Wnętrze stanowiło standardowe mieszkanie, takich jakie tysiące spotyka się we współczesnych osiedlach. Trzypokojowe, dość komfortowe wnętrze z osobnym pokoikiem do pracy, przefiltrowanym światłem słonecznym sączącym się z okien zamontowanych w suficie. Pośrodku największego pokoju stała otwarta, czerwona torba podróżna. Przypomniałem sobie nieliczne wskazówki dane mi przez automat, w szczególności fakt, że przyjdzie mi dzielić kompleks z dwoma innymi, samotnymi rodzin mężczyznami, oraz co istotniejsze obaj przyjechali tego samego dnia kilka godzin przede mną. Postanowiłem udać się więc bezpośrednio to pokoju 3A a następnie do restauracji. Dopiero teraz poczułem nieprzyjemne skurcze żołądka wywołane niewątpliwie głodem. W chwili gdy opuszczałem apartament nieznanego sąsiada coś kazało mi zastygnąć w bezruchu. Tak, zdecydowanie, coś się tutaj nie zgadza. Źródłem niespójności była długości zewnętrznego korytarzyka porównywalna z rozmiarem mieszkania. Kilkakrotnie przekroczyłem próg, z każdym razem sprawdzając swoją hipotezę. Rozmiar mieszkania był porównywalny, pomijając grubość ścian, z rozmiarem całego kompleksu. Więc o to chodzi!
Zostawiłem walizkę w mieszkaniu 3A. Niemal identycznym z poprzednim. Jedyna, niewielka różnica w kolorze ścian okazała się być nic nie znaczącą biorąc pod uwagę niewielkie pokrętło umieszczone przy drzwiach wejściowych, którym można było ten kolor regulować. Cóż, zdecydowanie trzeba coś zjeść. Chwila wahania przy czwartych drzwiach, napis Restauracja wydrukowany gotykiem na niewielkiej kartce przyczepiony szpilka do drzwi. Zapukać…